Maciej Lewandowski

Nie wolno cytować „Rzeczpospolitej”?

Wraz z rozwojem internetu mamy do czynienia z coraz większym zjawiskiem plagiatu sieciowego, ale także z nieuprawnionym ograniczaniem praw czytelników. Na wielu stronach internetowych pojawiają się zapisy mówiące o całkowitym i bezwarunkowym zakazie ponownego udostępniania ich treści, oraz – coraz bardziej kuriozalne – słowa o zakazie kopiowania tychże treści. Wiele z tych zapisów jest, po prostu, niezgodne z polskim prawodawstwem – przede wszystkim z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

Pół biedy, kiedy podobne oświadczenia znajdujemy na prywatnych blogach prowadzonych przez osoby niezorientowane w tematyce prawa autorskiego. Gorzej, kiedy pojawiają się one na stronach internetowych (lub blogach) dziennikarzy, którzy – z racji wykonywanego zawodu – powinni być zaznajomieni z zapisami ustawy, a już zupełnie niedopuszczalną sytuacją jest ta, kiedy podobne zakazy publikowane są w serwisach internetowych będących własnością wydawnictw prasowych. Nie dosyć, że wprowadzają oni swoich czytelników w błąd, to najzwyczajniej łamią polskie prawo.

Jakiś czas temu natknąłem się na taki niezgodny z postanowieniami polskiego prawa autorskiego zapis w witrynie internetowej „Rzeczpospolitej”. Napisano tam: Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie – bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. (źródło: Copyright – Rzeczpospolita).

copyright-rzeczpospolita_1240841332429

Zapis powyższy jest nieprawidłowy (i wprowadzający w błąd czytelników) w trzech punktach:

1. Zakaz kopiowania – niezgodny z zapisem ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Czytelnik ma prawo kopiować każdy opublikowany utwór w celach tzw. „dozwolonego użytku osobistego”. Każdy z nas może zatem w dowolny sposób skopiować wybrany materiał ze strony internetowej „Rzeczpospolitej” i pokazać go np. najbliższej rodzinie, lub po prostu odłożyć na półkę i przeczytać (oglądnąć) za pół roku. W Polsce wolno kopiować, nie wolno natomiast wprowadzać w błąd konsumentów podobnymi zakazami.

Warto w tym miejscu przypomnieć decyzję Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, dotyczącą sprawy zamieszczania podobnych zapisów przez firmę Warner Bros, na sprzedawanych w Polsce płytach DVD. W komunikacie prasowym UOKiK dotyczącym tamtej sprawy, napisane jest jednoznacznie: „Zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych konsumenci mogą bez zezwolenia twórcy, dystrybutora filmu lub innego uprawnionego podmiotu nieodpłatnie korzystać z rozpowszechnionych utworów na własny użytek osobisty. Możliwe jest zatem przykładowo skopiowanie płyty dla znajomego, czy zrobienie zapasowej kopii do domowego archiwum.” W decyzji (dostępnej na podanej przeze mnie stronie internetowej UOKiK) napisano także, że oznaczanie utworów podobnymi napisami jest naruszeniem zbiorowych interesów konsumentów oraz może stanowić delikt nieuczciwej konkurencji.

Należy przy tym zwrócić uwagę na fakt, iż – w świetle prawa autorskiego – nie ma różnicy między utworem muzycznym, a tekstowym (artykułem w gazecie, czy na stronie internetowej). Zarówno piosenkę, jak i artykuł, wolno kopiować w celu dozwolonego użytku osobistego.

2. Bezwzględny zakaz dalszego rozpowszechniania – także niezgodny z zapisem ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jako że zgodnie z nim, wolno na przykład rozpowszechniać w celach informacyjnych już rozpowszechnione sprawozdania o aktualnych wydarzeniach (Art. 25, pkt 1, lit. a), krótkie wyciągi ze sprawozdań i artykułów (Art. 25, pkt 2), czy krótkie streszczenia rozpowszechnionych utworów (Art. 25, pkt 5).

Oznacza to, że – wbrew zapisowi na stronie internetowej „Rzeczpospolitej” każdy z nas może skopiować z tej strony i dalej rozpowszechniać (np. w swoim blogu, czy w innym serwisie internetowym), jakąkolwiek informację o aktualnych wydarzeniach (politycznych, kulturalnych, czy sportowych). Może to zrobić bez pytania właściciela praw autorskich o zgodę.

3. Bezwzględny zakaz dalszego rozpowszechniania żadnej części utworów ponownie niezgodny z zapisem ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Zgodnie z tzw. „prawem cytatu”, wolno przytaczać w utworach stanowiących samoistną całość urywki rozpowszechnionych utworów lub drobne utwory w całości, w zakresie uzasadnionym wyjaśnianiem, analizą krytyczną, nauczaniem lub prawami gatunku twórczości. (Art. 29, pkt 1).

Tak więc – ponownie wbrew temu, co piszą wydawcy „Rzeczpospolitej” prawo zezwala nam na cytowanie urywków opublikowanych już (także na łamach witryny „Rzeczpospolitej”) utworów, na przykład w celu poddania ich krytyce.

O wszystkich tych przysługującym nam, czytelnikom, prawach (których pozbawić chce nas wydawca „Rzeczpospolitej”), mówi Część 3 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych: Dozwolony użytek chronionych utworów, w szczególności artykuły: 23, 25, 26 i 29.

Przypominam, iż postępowanie przeciwko wytwórni Warner Bros zakończyło się nakazem usunięcia bezprawnych napisów. Sprawa dotyczyła, co prawda, wydawnictw filmowych, które w nieprawidłowy sposób oznaczały DVD, ale generalna zasada odnosi się do wszystkich podmiotów udostępniających publicznie utwory, będące przedmiotem ustawy o prawach autorskich. Miejmy nadzieję, że redakcja „Rzeczpospolitej” sama, z własnej woli, skoryguje nieprawidłowe zapisy.

Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.

Zrzut ekranu strony internetowej „Rzeczpospolitej” pochodzi z dnia 27/04.2009. Adres url: http://www.rp.pl/temat/87179.html
Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Google Buzz
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Skomentowano 26 razy

  1. Anna Dryjańska Anna Dryjańska pisze:

    Interesujący i użyteczny artykuł. Ciekawe czy ten zabraniający wszystkiego zapis jest efektem niedbałości, słabości działu prawnego Presspubliki czy przekonania o nikłej znajomości prawa autorskiego wśród czytelników.

  2. ximian pisze:

    Nie chciałbym się zbytnio czepiać ale nie powinno być przypadkiem „Rzeczpospolitej” a nie „Rzeczypospolitej”? W końcu chodzi o tytuł prasowy a nie o nazwę państwa polskiego.

  3. asen asen pisze:

    Dzięki za uwagę, poprawione.

  4. Marek Bonarski pisze:

    a iluż naiwnych (a przede wszystkim niedoinformowanych) nabierze się na ten zakaz… Po raz kolejny sprawdza się zasada „brak znajomości prawa szkodzi”

  5. Cieeekawe. Chyba mam w domu kilka „nielegalnych” fragmentów z Rzeczpospolitej… I pomyśleć, że ta gazeta ma tak piękne korzenie.

  6. Marta Wieszczycka Marta Wieszczycka pisze:

    Nie wolno CZYTAĆ Rzeczpospolitej

    Bo przecież nie przeczytasz niczego, czego Twój komputer wcześniej elektronicznie nie skopiuje.
    Zatem ten zapis jest przede wszystkim niepoważny.

    Zakaz powielania sprawia, że gdyby chcieli być konsekwentni, to powinni uczciwie usunąć cały swój serwis i nie zawracać głowy poważnym Czytelnikom.
    Tym absurdalnym zapisem dają wszystkim do zrozumienia, że nie zgadzają się, żeby ktokolwiek mógł w ogóle czytać ich treści zamieszczone w serwisie ;)

  7. Ramul pisze:

    Owszem – zapis na stronach Rzeczpospolitej jest dość kiepski, być może kontrowersyjny i nie do końca zgodny z prawem, ale…

    Popatrzcie na sprawę z drugiej strony – jakbyście się poczuli, gdyby Wasz tekst, nad którym pracujecie od kilku godzin do nawet kilku dni w zależności od tego, co to ma być – krótszy materiał, czy też dłuższy felieton – został bezczelnie skopiowany przez inny serwis o tej samej tematyce, który zasłaniając się prawem cytatu doda jedno zdanie polemiki i już uważa, że nie musi wcale podawać źródła, albo po prostu tekst ukradnie i poda jako swój własny. O takie właśnie przypadki chodzi (i one mnożą się ostatnimi czasy na potęgę), a nie o takie sytuacje, gdy ktoś podchodzi do tematu uczciwie i rzetelnie, podając stosowne informacje o oryginalnym autorze.

    Mając własną stronę internetową czemu mam pozwalać jakiemuś osobnikowi skopiować w 30 sekund za pomocą Ctrl+C i Ctrl+V moją pracę nad którą spędziłem kilka godzin i tworzyłem ją w celu promocji mojej witryny. Jeżeli ktoś sobie tego nie życzy – należy to uszanować – każdy ma prawo o określaniu „licencji”, na której publikuje swoją pracę w sieci – tu jest Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska, a w innym serwisie inny autor może uznać inaczej – zamiast udowadniać, że czarne jest czarne – należy to uszanować.

  8. Marek Bonarski pisze:

    W naszym serwisie można publikować na licencjach CC – co oznacza, że godzimy się na to żeby ktoś sobie zrobił „ctrl + c; ctr + v” i wkleił na stronę. Na przykład tekst pod którym rozmawiamy jest dostępny na licencji CC-BY, czyli każdy może wykorzystać tekst, lub jego fragment jak mu się podoba. Jedyny warunek to uznanie autorstwa.

    Bliższe szczegóły tutaj: http://creativecommons.org/licenses/by/2.5/pl/

  9. asen asen pisze:

    Rzeczpospolita ma prawo udostępniać materiały na licencji (copyright) wszelkie prawa zastrzeżone – tylko niech nie myśli i nie głosi, że czytelnik nie ma żadnych praw (poza kupuj) bo ona wszelkie prawa zastrzegła.

  10. milamilo pisze:

    Znowu to samo, przyszła baba do punktu ksero i jej odbiło.

  11. @Ramul – Sprawa polega na tym, że zapis „Rzeczpospolitej” jest niezgodny z prawem autorskim. Ustawa daje konsumentom (czytelnikom) konkretne prawa, których nikt(!) nie może im odebrać. Takim prawem jest na przykład prawo do kopiowania opublikowanego utworu w celach tzw. dozwolonego użytku osobistego. Pisząc o bezwzględnym zakazie kopiowania, wydawca „Rzeczpospolitej” próbuje pozbawić nas (Ciebie także) tego prawa.
    A takie zapisy – jak stwierdził przed paroma laty UOKiK – są niezgodne z prawem i podlegają karze.

    Czym innym jest plagiat, o którym piszesz (i który jest prawnie zabroniony), czym innym prawo do cytatu, czy dozwolony użytek osobisty.

  12. Warto też, by autor artykułu przeczytał cały art. 25 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych w szczególności art. 25 ust. 1 pkt. 1) lit. b) tej ustawy.

  13. Przeczytałem.
    Art. 25 1 pkt 1) lit. b):
    Wolno rozpowszechniać w celach informacyjnych w prasie, radiu i telewizji:
    już rozpowszechnione
    b) aktualne artykuły na tematy polityczne, gospodarcze lub religijne, chyba że zostało wyraźnie zastrzeżone, że ich dalsze rozpowszechnianie jest zabronione.

    Zapis ten nie powoduje przecież, że przepisy o dozwolonym użytku osobistym, prawie do cytatu i prawie do rozpowszechniania rozpowszechnionych już sprawozdań o aktualnych wydarzeniach – art. 25 1 pkt. 1) lit. a) – tracą swą moc.

    Nadal wolno kopiować (opublikowane utwory), cytować (ich części) i ponownie rozpowszechniać (sprawozdania o aktualnych wydarzeniach).
    Zgodnie z punktem, na który zwracasz uwagę, nie wolno – jeżeli zostało to zastrzeżone – dalej rozpowszechniać artykułów na wymienione tematy.
    Jednak wydawca „Rzeczpospolitej” zakazuje nie tylko tego, zakazuje o wiele więcej. Zakazuje kopiowania i cytowania fragmentów – niezgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych.

  14. asen asen pisze:

    Zgoda, można zakwestionować argumenty o prawie do rozpowszechniania w celach informacyjnych (…) o aktualnych wydarzeniach.
    Czy uważasz jednak, że „zostało to wyraźnie zaznaczone”?
    „Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób”

    W jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób, to zdecydowanie szersze pojęcie, od uprawnionego, zacytowanego przez ciebie punktu: „niedozwolone jest rozpowszechnianie aktualnych tematów, bo takie prawo sobie zastrzegamy”

  15. milamilo pisze:

    Mają takie prawo.
    Przecież walczysz cały czas o to samo, żeby tylko twórca/autor miał prawo decydowania o swojej własności.
    No to masz to prawo … w realu.

  16. asen asen pisze:

    Nadużycia wydawców są powszechne
    Chcę kupić Puls Biznesu w necie, w realu normalnie idę do kiosku i kupuję (nikt nie pyta mnie o dane osobowe), a w necie?
    http://prenumerata.pb.pl/Form (Zamów e-wydanie)

    „Wysyłając zamówienie akceptuję regulamin i zgadzam się na umieszczenie moich danych osobowych w bazie danych firmy Bonnier Business (Polska) Sp. z o.o., oraz na ich przetwarzanie dla potrzeb marketingowych, zgodnie z ustawą z dnia 29.08.1997 r. o Ochronie Danych Osobowych. Podanie danych osobowych ma charakter dobrowolny, a podającemu przysługuje prawo wglądu do tych danych, jak i możliwość ich poprawiania”.

    Puls Biznesu łączy umieszczenie moich danych konieczne dla wykonania mojego zlecenia ze zgodą na przetwarzanie moich danych dla potrzeb marketingowych. Dodatkowo pisze, że „podanie danych osobowych ma charakter dobrowolny” a formularz nie przepuści zamówienia bez wypełnienia pól: Imię, Nazwisko, Stanowisko, Telefon, Adres, Kod, Miejscowość.

  17. Sprawa jest prostsza.

    Nikt nie ma prawa ustanawiać sobie swoich własnych praw, wbrew OBOWIĄZUJĄCEMU W POLSCE SYSTEMOWI PRAWNEMU.
    System prawny (w tym wypadku ustawa o prawie autorskim i…) zezwala czytelnikowi na kopiowanie opublikowanych utworów w celu dozwolonego użytku osobistego. Wydawca „Rzeczpospolitej” próbuje nam zakazać tego prawa – czyli działa niezgodnie z prawem.

    Odsyłam do dokładnego prześledzenia – rozstrzygniętej już – sprawy z zapisami na filmach DVD, o których wspominam w tekście.

  18. milamilo pisze:

    C’est la vie… na Marsie.
    Taaa, albo wchodzę na jakiś blog, czytam i pisze swój komentarz, a tam zaraz obok wyskakuje IP mojego komputera, mój e-mail, miejscowość i kraj , a nawet adres stron które przeglądałam na tym blogu.

  19. Katarzyna Lisowska klisowska pisze:

    No, to jeszcze mnie bedzie RZ ścigać, bo ja kilka razy ją cytowałam w róznych artykułach.

  20. Marta Wieszczycka Marta Wieszczycka pisze:

    Ramul – prawo autorskie chroni Cię przed plagiatorami nawet jeśli nie napiszesz ani słowa na temat licencji.
    A z ich zapisu wynika, że nie wolno Ci w ogóle czytać ich strony ;)
    Oprócz tego wyklucza nawet te drobne wyjątki, które ustawa przewidziała.
    Swoją drogą to dziwne – ta gazeta ma wyjątkowo dobry dostęp do kompetentnych prawników. Czemu nie poprosili kogoś zorientowanego o sprawdzenie im tego zapisu?

  21. milamilo pisze:

    Takie prawo to jest to co prawnicy lubią najbardziej ;-)
    mają roboty po pachy do końca świata i o jeden dzień dłużej. Sami piszą sobie to prawo a potem zarabiają tłumacząc z polskiego na nasze, podobnie jak doradcy podatkowi. Co rok to samo i tylko asen wie, jak to rozliczyć, żeby sie nie nadziać na minę, i wykorzystać wszystkie możliwe ulgi , byleby nie płacić więcej niż przewiduje prawo w tym roku. Oczywiście w następnym roku będzie zmiana i znów szpak będzie dziobał bociana.
    Moje pozdrowienia z okazji Światowego Dnia Polonii (na licencji SA-NC)

  22. Marta Wieszczycka Marta Wieszczycka pisze:

    Milamilo – po pierwsze przypomnij sobie taki biały okrągły budynek. W środku są głównie panowie, którzy ciągle występują w TV kłócąc się ze sobą. Już sobie przypomniałaś? :)
    Tak, nazywają się posłowie. Większość z nich nie jest prawnikami. Większość prawdopodobnie nie jest w stanie ogarnąć tego, do czego została wybrana. A że ciągle prowadzą negocjacje, to potrafią wprowadzać zmiany na kolanie i one… przechodzą, bo oni naprawdę często mają problem ze zrozumieniem, nad czym głosują.
    Wyobraź sobie teraz chirurgów. Którzy nigdy nie skończyli medycyny, a trafili na salę operacyjną z… głosowania. Powierzyłabyś im swoje życie?
    Bo posłom powierzamy los kraju ;)

    A w opisanym przykładzie to nie z prawem jest problem, a z jego nieznajomością i najwyraźniej… niezrozumieniem. Szkoda, bo Rzeczpospolita to zawsze była podstawowa gazeta czytana w kancelariach prawnych, z bardzo rozbudowanym działem prawnym. Im po prostu nie wypada mieć takiego bełkotu.

  23. milamilo pisze:

    Marto, przypomnij sobie też, że chyba jesteś wykształconym prawnikiem… i pracujesz nadal w swoim zawodzie.
    Pozdrawiam ;) (na licencji SA-NC)

  24. Marta Wieszczycka Marta Wieszczycka pisze:

    Taaak, a teraz jeszcze znajdź powiązanie między mną a tymi kłócącymi się panami ;)

    Widzisz jakieś? ;) Bo ja nijak nie mogę się dopatrzeć.
    To oni tworzą prawo, nie ja.

  25. [...] zabrania mi cytować, ale zgadza się, że nie będę za to ścigany prawnie. Na sprawę wskazywał kilka miesięcy temu Maciek Lewandowski. Warto pamiętać, że podobne zapisy stosowane przez wydawców płyt DVD zakończyły się [...]

Skomentuj