Benfranklin
Czary Merlina. Polemika z Cezarym Michalskim.
Żal ściska w gardle, gdy czyta się coś takiego jak tekst popełniony ostatnio przez redaktora Cezarego Michalskiego z „Dziennika”. Dlaczego? Oto, jeden z najzdolniejszych polskich publicystów używa swojego talentu w służbie sił ciemnych, sił, które jeszcze niedawno chciały zmienić Polskę na wzór krainy Mordor niczym Sauron tolkienowskie Śródziemie. Jak zwykle w takich przypadkach mamy do czynienia z metodą pokrętną, mistrzostwem świata w obłudzie, intrydze przebiegle i misternie tkanej niczym tkanina z Bayeux.
A zatem, na stronach internetowych Dziennik.pl oraz Redakcja.pl Cezary Michalski opublikował tekst, w którym informuje czytelników o rzekomych pertraktacjach jakie mają się toczyć zakulisowo pomiędzy PO i PiS. Mediatorem ma być według źródeł „Dziennika” (zapewne jak zwykle anonimowych) były prezydent Aleksander Kwaśniewski. Wszak jak bawić się w iluzjonistę to trzeba swoje sztuczki jakoś uwiarygodnić! Nasz dziennikarski magik ma takie uwiarygodnienie. Otóż kilka dni temu w programie Moniki Olejnik „Kropka nad I”, Aleksander Kwaśniewski oświadczył, iż gdyby zaszła taka konieczność, jest gotów podjąć się roli mediatora między Prezydentem, a Premierem. Zatem Merlin z Domaniewskiej czaruje po mistrzowsku i nikt mu złych intencji zarzucić nie może, jednak przyjrzyjmy się sprawie dokładniej. Michalski rozpoczyna tkanie swojego arrasu od małego kadzenia: „Aleksander Kwaśniewski pełni funkcję mediatora dobrze, przypominając o sobie jako o polityku nieporównanie bardziej cywilizowanym – przynajmniej w wymiarze wizerunkowym, w wymiarze zdolności do odgrywania roli oczekiwanej od byłego prezydenta RP – niż obie strony dzisiejszej PO-PiS-owej wojny na wyniszczenie państwa.” Zapewne to musiało autora boleć, znając opnie Michalskiego na temat Kwaśniewskiego jeszcze sprzed kilku lat, doprawdy trudno w to uwierzyć, jednak czegóż się nie robi dla „sprawy”, prawda Panie redaktorze?
Wszelako jest już łatwiej odkryć sens splotów magicznej tkaniny Merlina z Domaniewskiej. Otóż, Jacek Kurski obwieszcza wszem i wobec, że sukcesem PiS będzie zniwelowanie przewagi sondażowej PO do kilkunastu procent w nadchodzących wyborach do PE. Gdy trwa spotowe Waterloo wielkiego stratega (jeden przegrany w sądzie, drugi kulą w płot ku radości pogromcy kaczek z Biłgoraja, trzeci zapowiadany przez Kurskiego w Radyju;) pewne jest, że PiS tych wyborów nie wygra. Można zaryzykować stwierdzenie: PiS walczy o przetrwanie, ale nie w tych wyborach, lecz o przetrwanie w dłuższej perspektywie na scenie politycznej. Najprawdopodobniej być albo nie być dla PiS-u będą wybory prezydenckie, a notowania obecnego lokatora Pałacu Namiestnikowskiego muszą budzić lęk pisowskich „spin-doktorów” i zaprzyjaźnionych z nimi publicystów. Prawdziwe sympatie Michalskiego widać bowiem w następnym akapicie tekstu, który rozpoczyna od wyliczenia sporów byłego Prezydenta z PiS-em i kończy tę część artykułu w sposób następujący: „Doskonale wiedząc, że takie traktowanie to dla obecnego prezydenta ogromna odmiana – bo jak ludzie, zachowują się wobec niego wyłącznie politycy PiS-u, a politycy PO zwykle wręcz przeciwnie.” Autor wplata tu więc wątek liryczny, czyli ckliwą litość dla obecnie sprawującego urząd Prezydenta RP, namiestnika PiS-u i swojego brata na tym stanowisku Lecha Kaczyńskiego. Natomiast pełen obraz intrygi uknutej przy Domaniewskiej oddaje dopiero zdanie pojawiające się na początku kolejnego akapitu: „Aleksander Kwaśniewski potrafi to, czego nie potrafi premier nieumiejący choćby na chwilę zawiesić na kołku Janusza Palikota czyli PR-owej superbroni PO. Były prezydent umie merytorycznie współpracować z obecną głową państwa, albo przynajmniej profesjonalnie symulować, odgrywać taką merytoryczną współpracę.” Otóż, tu już dokładnie „czuć pismo nosem” – oto wystraszeni wizją zwycięskiej i coraz mocniejszej Platformy, która jest w stanie „dobić” , zwolennicy IV R.P chcą uratować swoje przyczółki, aby przeczekać niekorzystny dla nich okres i kontratakować w przyszłości. W tym celu są gotowi bratać się nawet z odwiecznym wrogiem: znienawidzonym przez nich byłym prezydentem Kwaśniewskim (co autor przyznaje we fragmencie : ”Liczą się wyłącznie fronty wojny dzisiejszej i tej sprzed paru dni, a nie jakaś „komuna” czy „antykomuna”.)
Dodatkowo Kwaśniewski wciąż budzi u wielu wyborców sympatię, zwłaszcza tych o lewicowych poglądach, podczas gdy obecni liderzy lewicy mogą budzi jedynie litość, a w najlepszym przypadku obojętność. Tak, więc przestraszeni „spin-doktorzy” i publicyści PiS-u (często o bardzo podobnych życiorysach, tworzący coś w rodzaju dziwacznego zakonu (od Jacka Kurskiego poczynając, na samym autorze omawianego tekstu kończąc) liczą na to, iż uzyskując poparcie wyborców lewicy przy pomocy Kwaśniewskiego (lub chociaż zniechęcając ich do głosowania na PO), unikną klęski i uratują skórę swojej tak uwielbianej od lat formacji (a przy okazji również swoją). Jako wyborca i obserwator wydarzeń politycznych w tym smutnym państewku, po lekturze tego typu misternych dziennikarskich iluzji, aż nie mogę się powstrzymać, aby nie napisać:
Dawaj Janusz, skończ ich wszystkich, zacznijmy wreszcie inną politykę!
Fotografia na licencji CC-BY autorstwa hricio z serwisu flickr.com
CC-BY-NC-ND

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 2.5 Polska.



