Damian Suchan
Czas półfinałów
Wszystkie europejskie ligi wkraczają w decydującą fazę. Podobnie jest z Ligą Mistrzów, w której dzisiaj zaczynają się półfinały. Na początek starcie gigantów na Camp Nou: Barcelona kontra Chelsea.
Nie pokuszę się o wskazanie zwycięzcy. Wszyscy stawiają na pięknie grającą w tym sezonie Barcelonę, jednak odkąd do Chelsea zawitał Guus Hiddink, zespół ten zmienił oblicze. Zaczął grać ładniej dla oka i co najważniejsze, zaczął wygrywać. Swoją drogą, Guus jest swoistym „cudotwórcą” – czego się nie dotknie, zamienia w złoto. Każdą drużynę, której był trenerem, potrafił doprowadzić do wielkich sukcesów. Jak daleko zajdzie z Chelsea Londyn? Nie wiadomo, może nawet na sam szczyt.
Po drugiej stronie stoi Josep Guardiola, trener który pierwszy sezon prowadzi tak wielki klub jakim jest Barca. Wcześniej był managerem tylko drużyn juniorskich w Katalonii. Barcelona w tym sezonie gra najładniejszy futbol na naszej planecie. Roznosi w pył największe firmy Europy (patrz ćwierćfinał z Bayernem). Czy jednak poradzi sobie z atletycznie grającym zespołem z Londynu?
Pierwsza odsłona tego pojedynku już dziś na stadionie w Barcelonie. Na pewno ten mecz nie rozstrzygnie losów pojedynku (tak twierdzą obaj trenerzy), a więc będzie to walka o lepsze pozycje startowe przed rewanżem. Utarło się że Barca „musi” a Chelsea „może” awansować. Nie zgadzam się jednak z tą opinią. Obie drużyny będą z taką samą determinacją walczyć o wygraną. W końcu występ w finale Champions League to nie byle co.
Zdjęcie pt. Chelsea v Bordeaux autorstwa toksuede pobrane zostało z serwisu flickr.com





No i Chelsea pokazała klasę! A może nie klasę, lecz porażającą wręcz konsekwencję gry i determinację. Barcelona nie przygotowała nowej, innej strategii na Londyńczyków i to ich zgubiło. Rzadko udaje się rozgrywać piękną, finezyjną hiszpańską piłkę, kiedy rywalem jest zespół grający siłowo, z wielkimi, nierzadko atletycznie zbudowanymi zawodnikami, broniącymi każdego skrawka pola jak lwy.
Wynik mnie satysfakcjonuje, ponieważ od wielu już lat kibicuję Chelsea, a przy rewanżu to właśnie oni – moim zdaniem – będą mieli większe szanse na wygraną.
Zgadzam się z Tobą Marika. Mnie jednak to spotkanie kompletnie zawiodło. Spodziewałem sie wielkich emocji i niestety ich nie dostałem. Trzeba przyznać Chelsea, że gra futbol wyrachowany i konsekwętny aż do bólu. Taka taktyka zabija widowisko ale jest skuteczna. To co Hiddink założył przed meczem, jego drużyna potrafiła zrealizować. Teraz to Chelsea wyrasta na faworyta tego pojedynku.
Cóż, mi także serce podpowiadało emocjonujące widowisko, lecz rozum szeptał o zaciętym, czy jak to ładnie ująłeś – „wyrachowanym” boju. Dla mnie ostatecznie liczy się wygrana ulubieńców
Ciekawa jestem jak po podobnym meczu zareaguje sztab Barcelony – zmienią taktykę, czy też spróbują zagrać tak jak w pierwszym spotkaniu? Z drugiej strony, Barca nie ma zbyt dużej alternatywy, bo żeby grać „walcowato”, trzeba posiadać odpowiednich zawodników. Z filigranowymi piłkarzami z Hiszpanii, ciężko będzie przeprowadzać podobne manewry.
Barca raczej nie zmieni stylu gry, gdyż to byłoby wbrew ich naturze i napewno nic dobrego z tego by nie wynikneło. Oczywiście masz rację, ostatecznie liczy się wygrana, za jakiś czas nikt nie będzie pamiętał jak wyglądał ten mecz. Za to wynik pójdzie w świat. Niektórzy oczekują efektownej a inni efektywnej gry. Ideałem jest gdy obie te rzeczy idą w parze.
A, no ba! Tylko te ideały rzadko się spełniają, niestety. Choć myślę, że niedaleko doskonałości była reprezentacja Hiszpanii na ostatnich Mistrzostwach.
Oczywiście jeśli mam wybierać brzydkie zwycięstwo czy piękną przegraną, wolę znacznie tę drugą opcję. Cóż jednak począć, jeśli moje serce w Chelsea skradli Drogba i Essien?
W takim wypadku (skradzionego serca) nic nie da się poradzić:). Ale przecież Chelsea też potrafi grać piękne mecze, nie zawsze jednak to się opłaca. Kibice oczekują wielkiego widowiska, przecież za to płacą bilety, abonament TV itp. Gdyby ludzie chcieli oglądać szachy to ten sport byłby popularniejszy:P Co do Hiszpani, to trener Aragones świetnie wywarzył proporcje pomiędzy zawodnikami świetnymi technicznie (Xavi, Iniesta, Fabregas) z „walczakami” i „zadaniowcami” jak Senna, Ramos, Puyol. Tam nikt nie gwiazdorzył, każdy znał swoje miejsce na boisku. A na koniec uważam, że rewanż bedzie dużo ciekawszy, już nie będzie zapasu drugiego meczu i nikt nie będzie kalkulował:)
Hehe, skradzione serce to poważny problem, wierz mi
W pełni się z Tobą zgadzam, w kwestii „wyważenia proporcji” w reprezentacji Hiszpanii. Były tam i „gwiazdki”, szalejące z piłką i robiące z nią co chcą, ale i ludzie od tak zwanej ‘czarnej roboty’ – może nie tak „efektowni”, ale jednak totalnie bezbłędni i niezbędni, ot choćby Senna (zaimponował mi niesamowicie w Mistrzostwach). Przede wszystkim jednak, Hiszpania tworzyła drużynę, zgrany kolektyw i ten czynnik chyba także w niemałym stopniu przyczynił się do tak fantastycznej gry, a w efekcie – do zdobycia zasłużonego mistrzostwa. Powiem szczerze, że nie sądziłam, iż kiedyś doczekam tej chwili, w której zobaczę Hiszpanów z pucharem
Bo choć zawsze im kibicowałam, srogo mnie rozczarowywali. W mojej świadomości, był to zespół, który przegrywał najpiękniej ze wszystkich.
Wracając do tematu – masz rację, że nikt nie będzie miał już w rewanżu niczego do stracenia. Stawiam więc, podobnie jak Ty, że spotkanie to będzie prawdziwym widowiskiem. Zatem czekajmy