Barbara Romer Kukulska

Dlaczego uciekam od blogów

Od kiedy odkryłam cudze blogi, moje pisanie zdecydowanie ucierpiało. Postanowiłam ich unikać. Problem w tym, że nie jest to takie proste. Stale ktoś poleca mi coś ciekawego do poczytania, oczywiście w jakimś nadzwyczajnym blogu. Trafiam też na blogi cytowane w artykułach. Słowem, blog blogiem pogania i bloga goni, a ja po przeczytaniu kilku, czuję się jak wyprana w pralce. Chyba po prostu zbytnio identyfikuję się z autorem bloga.

  • Po pierwsze, stwierdzam, że ten blog jest świetny i ja napewno nic lepiej, ani więcej już nie napiszę.
  • Po drugie, jeśli temat mnie interesuje, to ktoś niejako mi właśnie go skradł i rozpracował, a więc mnie pozostała tylko frustracja, ponieważ odnoszę wrażenie, że już wszystko o wszystkim zostało napisane, a ja znów się spóźniłam.
  • Po trzecie , blogi o charakterze pamiętnika dobijają mnie kompletnie. Czuję jakby ktoś obcy czytał mój pamiętnik, a to rzecz dla mnie nie do pomyślenia, jak i to, bym ja czytała cudzy. To jakbym wchodziła w głąb czyjejś duszy i sumienia, we frustracje, zachwyty, wrażenia troski i smutki. Nie… Mam różne manie, ale na blogomanię się chyba złapać nie dam. Cudza sfera intymna nie jest przedmiotem mojego zainteresowania, albowiem dla mnie to ekshibicjonizm własnej duszy, obnażanie własnego „ja“.

To są powody dlaczego blogów unikam jak ognia.

Wczoraj moja przyjaciółka zapytała :

- Dlaczego nie piszesz bloga? Leniuchujesz. Czternastolatka wygrała konkurs na blog „Onetu”. Hmm… Zrobiło mi się przykro.

- Ta dziewczynka pisze bloga, bo umarł jej Tata.

To mną wstrząsnęło. Przypomniało mi się, że gdy miałam lat czternaście, pisałam pamiętnik, gdyż moja dusza cierpiała, nie mogła pogodzić się z „głupotą“ rozwodzących się rodziców. Ten pamiętnik był częścią mnie, moich myśli, mojego bólu i pretensji do świata oraz rodziców, a więc były moją wyłączną własnością. Nigdy nie chciałabym, by ktokolwiek go przeczytał, a co dopiero by był opublikowany.

Czy to Big Brother zmienił styl życia? Rozumiem, że poplotkować, czy  podzielić się „gonitwą swoich myśli” każdy lubi, ale nie mogę pojąć, jak były premier może się ośmieszać, opisując w blogu szczegółowo i obrazowo swoją „nadzwyczajnie wielką“ miłość? Czasami chętnie zaglądnę do, stylowo różnych, blogów: Tezeusza, Daniela Passenta, Alicji Karłowskiej, Beaty Biały. I na tym koniec.

Zapytałam przyjaciółkę, dlaczego mam aż tak otwierać swoją duszę przed całym światem?

- Wiesz co, za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałowała tego, czego nie zrobiłaś, niż tego, co zrobiłaś. A zatem odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj. – Sparafrazowała Marka Twaina.

Przemyślę zatem, jak pisać i czy pisać, bo przecież dzień bez pisania jest dniem straconym.  Postaram się jednocześnie nie zapomnieć powyższej rady, aby nie wpaść w blogomanię, którą ośmielę się nazwać blogoterapią – a tej nie potrzebuję – ani własnej ani cudzej.

Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Google Buzz
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Skomentowano 5 razy

  1. gośka pisze:

    Ja też nie rozumiem tej wiwisekcji na łamach internetu ( i nie tylko). Nie wiadomo zresztą, na ile te wynurzenia/zwierzenia są prawdziwe. Wiem, że częstokroć jest to potrzeba zaistnienia za wszelką cenę i stąd takie tematy jak śmierć, choroba itp. Nie mam dużej potrzeby pisania (może to lepiej dla mnie); udzielając się na forach internetowych i grupach zainteresowań nie jestem osobą zbyt często piszącą. Piszę prawdę i tylko prawdę, ale zdarzyło mi się spotkać osoby konfabulujące i stąd mój dystans do tego, co pisane w internecie przez osoby prywatne jako zwierzenia.
    Ludzie nie widzą niczego złego w odarciu z intymności. Ostatnio pojawił się w polskiej TV jakiś program, w którym para osób musi odpowiadać na najbardziej intymne pytania i sprawdza się, czy mówią prawdę. Widziałam „zajawki” i wstrząsnęło to mną.
    Gdzie znalazła się granica, za którą ludzie nie będą w stanie się obnażyć?
    Czy dla poklasku, rozgłosu, forsy można dokonać takiego striptease?
    Nie mam nic przeciw poczytaniu, co mają do powiedzenia mądre głowy. Ale blogomanką też nie będę. A do terapii wolę naturę, przyrodę. To dodaje mi skrzydeł, a nie opisy czyichś mało pozytywnych przeżyć.

  2. Ossad Ossad pisze:

    Na blogu można też realizować formę newsową. Efekty bywają ciekawe. Coś, co nazywam formą newsowo-blogową, jest lżejszym newsem. Zachowując zasady klasycznego newsa, mogę pisać od siebie, dodać własny komentarz (np. kursywą) itp. To zupełnie inna filozofia blogowania, niż blogasek ;)

  3. gragaK gragaK pisze:

    Mnie się wydaje, że sprawa jest bardziej złożona. Ludzie już nie dysponują czasem na przyjacielskie pogawędki w cztery oczy, podczas których można było zwierzyć się z wszystkich bolączek i otrzymać wsparcie oraz poradę. Dzisiaj, jeśli się spotykamy, to raczej z wieloma osobami naraz, co nie sprzyja sekretnym rozmowom. A każdy ich jednak potrzebuje!
    W Ameryce rozbudowano sieć seansów psychoterapeutycznych, każdy też może udać się do psychoanalityka i wyrzucić z siebie wszystkie frustracje, fobie oraz „nagniotki duszy”, oczywiście za opłatą. Tę funkcję u nas spełniała przyjaciółka/przyjaciel. Za darmo. Jednak luksus ten stał się deficytowy, dlatego coraz więcej ludzi znajduje pocieszenie oraz upust nagromadzonych frustracji właśnie w…. blogach.
    Nastolatki zawsze kochały pamiętniki, dlatego pokochały też blogi.
    Politykom nie wolno mówić prawdy, dlatego kontynuują swe myśli i sądy w…blogach.
    Zakochany premier zapomniał, ile ma lat i na gwałt pragnie wykrzyczeć światu, że kocha i jest kochany, czyli popełnia zwyczajny „grzech” zakochanego.
    Ale są też tacy, dla których – jak zauważa autorka – dzień bez pisania jest dniem straconym.
    I to właśnie dla nich blogi są sensownym wyjściem z impasu.
    Po co pisać do szuflady, skoro czytelnik bloga wygłosi swoją uwagę?
    Bo we wszystkich zwierzeniach chodzi właśnie o to, by usłyszeć cudze zdanie na ich temat.

  4. Barbara Romer Kukulska Barbara Romer Kukulska pisze:

    Dzieckiem będąc, na „Przekrojowy” felieton znakomitej Wandy Falkowskiej czekałam cały tydzień. Być może to właśnie dzięki jej lekkim gawędziarskim opowieściom z sali sądowej zostałam prawnikiem. Później, cały miesiąc wyczekiwałam na „Dziennik pisany nocą” przez Gustawa Herling Grudzińskiego. Był to felieton rzeka, publikowany w paryskiej „Kulturze”, połykany przeze mnie łapczywie. Zawierał całe mnóstwo informacji, przemyśleń, krytycznych , filozoficznych, politycznych i nie tylko. Słowem skarbnica wiedzy. Dziś nazwałabym Gustawa Herling Grudzińskigo mistrzem blogu. Czy takich bloggerów już nie ma? A może się mylę? Może gubię w tłoku internetowym? Pisarz umrał 9 lat temu, a „Dziennik pisany nocą” publikował był przez ponad 20 lat, niestety zakończył był pisać w 1992 roku. A może wychwalając coś co było, ujawniam jak nie doganiam t e g o pędzącego pociągu? ;)

  5. Marta Wieszczycka Marta Wieszczycka pisze:

    Basiu, ta dziewczynka zaczęła pisać, bo to jej pomagało, ale efekt jest niesamowity. Młodzi ludzie, którzy do tej pory uważali, że np. „iść na spacer z rodzicami to wiocha”, teraz zaczęli doceniać, że mają rodziców i cieszą się, że mogą spędzić z nimi trochę czasu.
    Zamiast lecieć i spędzać cały czas z kumplami (których imion za parę lat pewnie nawet nie będą pamiętać).
    Do tego żyjemy w świecie, w którym wierzymy, że jesteśmy nieśmiertelni, a śmierć dotyczy innych (z mediów wynika, że głównie ofiary wojen domowych w biednych krajach). Kiedy nas coś takiego spotyka, to często jesteśmy zagubieni, nie potrafimy tego tematu przepracować i nawet nie mamy jak, bo w naszym społeczeństwie jest… tabu. Ona to tabu przełamuje. Dlatego jej blog ma o wiele większą wartość niż wiele relacji dziennikarskich.

    A co do innych blogów – nie jestem specem od wszystkiego, dlatego chętnie dowiaduję się nowych rzeczy od ludzi, którzy wiedzą o czymś więcej niż ja. Chętnie czytam też blogi na tematy mi znane, bo zobaczenie czegoś z innej strony też bywa ciekawe. Cieszę się z istnienia blogów edukacyjnych, zaangażowanych, czy hobbystycznych. Czytając blogi nieco pamiętnikarskie porównuję je z wydawanymi wcześniej pamiętnikami czy książkami pisanymi w formie pamiętnika i muszę przyznać, że niektóre są naprawdę genialne i od wielu wydanych książek po prostu lepsze. Podobnie jak blogi opisujące jakąś tematykę potrafią być znacznie lepsze niż dawniejsze książki. Owszem, rzeczy wartościowe trzeba umieć znaleźć, ale to nie jest takie trudne, a korzyści niesamowite :)

Skomentuj