Dziennikarze.info
Telewizja tańcząca
Przed paroma dniami nawiązaliśmy współpracę z branżowym serwisem Dziennikarze.info, w ramach której publikowane będą wybrane artykuły z naszego serwisu na ich witrynie i vice versa. Za republikację tekstów pochodzących ze strony Dziennikarze.info odpowiedzialny jest redaktor naczelny serwisu, Kamil Świętoń, który umieszcza te artykuły w porozumieniu i za zgodą ich autorów. Oto pierwszy z nich, autorstwa Weroniki Słodkowskiej:
Telewizji nie dość tańca, co wszyscy dobrze widzimy. Zaczęło się od 2005 r., kiedy w TVN ruszyła pierwsza edycja „Tańca z gwiazdami”. To był strzał w dziesiątkę – program gromadził w niedzielne wieczory widzów liczonych w milionach. Odkryto, że Polacy to jednak całkiem aktywny naród, bo nie tylko zasiadali przed telewizorami by obserwować taneczne poczynania gwiazd (znanych bardziej, mniej i wcale), ale zaczęli też szturmować szkoły tańca. Okazało się, że taniec to niezły biznes – zwłaszcza w telewizji. Wiadomo, tam gdzie ruchy, muzyka, publiczność, jury, znane twarze, krew, pot i łzy – tam musi być ciekawie! I zaczęło się.
Kolejne edycje przebojowego programu TVN cieszyły się niesłabnącą popularnością, tzn. zabierały innym stacjom sporą część publiczności. Trzeba było więc coś wymyślić. I wymyślili – w 2007 r. TVP obwieściła, że „taniec to za mało”, dlatego zachowując podobną do „Tańca z gwiazdami” formułę postanowiła dołożyć do tego łyżwy i lód. Tak oto rozpoczęto show „Gwiazdy tańczą na lodzie”, a widzów przyciągnąć miała m.in. jaśnie panująca w jury Doda. Po trzeciej edycji publiczność stwierdziła, że dość ma już słownych utarczek z udziałem popularnej piosenkarki, która zresztą uważała się za największą gwiazdę w tym programie (o czym nie omieszkała przypominać zasiadając nie na krześle a na tronie, przywdziewając wymyślne kreacje i dając surowe oceny, choć w składzie jury to ona o jeździe figurowej miała najmniejsze pojęcie). Niekiedy wręcz wymiana zdań przekraczała granice dobrego smaku, ale według niektórych to jest właśnie recepta na sukces. Do wcześniejszej formułki, obok łyżew i lodu DODAno więc skandal – aby było jeszcze ciekawiej. Przepis ten nie okazał się jednak do końca skuteczny. Co jak co, ale pewien poziom trzymać należy, zwłaszcza jeśli program nadaje telewizja publiczna (która, przypominam, ogłosiła się „telewizją z misją”). Krążą słuchy o organizacji czwartej edycji i jeśli ta niestety dojdzie do skutku, to miejmy nadzieję, że tym razem TVP zaserwuje nam program z klasą, a nie pralnię brudów. W końcu jeśli płacić abonament, to przynajmniej na coś wartościowego.
Tymczasem TVN zaadoptowała kolejny taneczny hit – „You can dance”, w którym tym razem pole do popisu mają młodzi tancerze z krwi i kości, przeważnie dotąd nieznani szerszej publiczności, bo wyławiani na castingach spośród tysięcy. Doczekaliśmy już czwartej edycji, TVN ogłosiła się najbardziej roztańczoną telewizją, a idąc dalej tą drogą, ITI wyprodukowała pierwszy polski film taneczny, czyli „Kochaj i tańcz”. Ruszyła agresywna (i skuteczna) kampania reklamowa – do kin ściągnęły tłumy, co wcale nie przesądza o wartości tej produkcji. Krążą też pogłoski o tanecznym serialu, ale tutaj TVN została prześcignięta przez TVP, co chyba nie jest niespodzianką. „Tancerze” – bo taki tytuł nosi ów kolejne roztańczone dziecko telewizji, jest również polską wersją zagranicznego towaru. Pytanie tylko czy się dobrze sprzeda – jak na razie euforii nie widać. Owszem, niby jest taniec, są twarze znane i lubiane (Glinka, Walach, Cichopek), są też te Uznane (Baka, Dorociński) i te, które takimi koniecznie być chcą (Lesz)… ale to nie wystarcza. Niestety, trzeci już odcinek nie zachęcił mnie do obejrzenia czwartego. Scenariusz taki sobie, mdła akcja, drewniane dialogi i takaż gra większości aktorów (zwłaszcza młodych). Nawet taniec tu nie porywa – prezentacje obsadzonego w roli najlepszego tancerza nie robią jak na razie specjalnego wrażenia, a ten element jest lub przynajmniej powinien być tu dość istotny. Jeśli kusić, to owocem świeżym z każdej strony.
Cóż, zobaczymy, czy TVN zaserwuje nam kolejny przebój z tańcem w tytule, bo o ile „You can dance” jeszcze da się oglądać, to dziewiąta edycja „Tańca z gwiazdami” daje uczucie sporego przesytu (a konkurencja nie śpi – teraz i 4Fun TV szykuje swój taneczny show). Tymczasem zachęcam Szanownych Widzów aby poderwać się z kanap, nie czekając na kolejne taneczne nowinki w naszej telewizji. Z okazji rozkwitającej wiosny wprawmy w ruch nasze ciała, a nie tylko gałki oczne!
Felieton Weroniki Słodkowskiej, www.Dziennikarze.info




