ZbigniewKowalewski
And the Winners are…
Utarło się powszechne przekonanie, że historię piszą zwycięzcy. Powtarzanie chwytliwego bon mote’u nie tłumaczy bierności polskich dziejopisów w walce o fakty. Walka o prawdę Katynia toczy się w atmosferze cynicznego milczenia rzekomo solidarnej Europy. Śmierć generała Władysława Sikorskiego posłużyła polskim twórcom, do wysmażenia kolejnej wersji filmowej nastawionej na wywołanie sensacji, podsycanej skandalem wokół niepotrzebnej ekshumacji. Zniszczono zwłoki, a skoro orzeczenie nie pasowało do wykreowanej tezy, pominięto je milczeniem. Trudno się mówi, czekamy na mniej żądnych sławy, a bardziej sumiennych historiografów. Następny, obiegowy slogan głosi, że nad historią Rzeczpospolitej unosi się duch zmarłych. Rzekomo spisywaniem dziejów w Polsce rządzą trumny.
Często powtarzana formuła wryła się w świadomość uczniów i nauczycieli. Artyści kina i teatru także nie mogą się uwolnić od martyrologicznego sposobu przedstawiania naszych wspólnych losów. Powołują się przy tym na kompleks 123 lat Rozbiorów i okrutną okupację hitlerowską, a następnie pół wieku niewoli pod sowieckim jarzmem. Tymczasem mój synek zwrócił mi od niechcenia uwagę, że przecież słoneczna Italia również była okupowana przez równie długi okres. Jakoś dzisiaj nie widać efektów tego dziedzictwa w następnych pokoleniach Włochów, którzy potrafią cieszyć się życiem i czerpać z niego pełnymi garściami. Polacy chodzą po ulicach sfrustrowani, źli na cały świat, który nie rozumie rozmiaru ich narodowej tragedii. Przegrywamy historyczną batalię o pamięć wypędzonych, wysiedlonych, czy wygnanych… Niezależnie od tłumaczenia tych pojęć, stanowisko Niemców jest tak samo cyniczne, jak postawa Rosjan wobec Katynia.
Nie pomaga nam wewnętrzna rozgrywka teczkami IPN, pomiędzy współczesnymi i byłymi koryfeuszami życia publicznego. Mówię i piszę o tym, bom smutny i sam pełen winy, jak Juliusz Słowacki, którego tutaj przywołuję na myśl. On wszakże wspaniale potrafił łączyć swój talent do finansowej gry na giełdzie, z wielkim poetyckim darem, którego przecież nie zmarnował. Romantyzm i uduchowienie wcale nie wykluczają pragmatyzmu. Dlatego wszystkie przywołane formuły i slogany powinny nas zainspirować do kontynuacji podejmowanego po wielokroć dzieła. Nie zniechęcają mnie idiotycznie potraktowani Polacy, przedstawiani w „Bitwie o Anglię” jako sfora skłóconych i niesfornych prostaków, ani to, że historia słynnego kodu Enigmy, rozszyfrowanego dzięki polskim matematykom, w ujęciu hollywoodzkim przypomina bardziej wymyśloną historyjkę kodu Leonardo da Vinci, niż historyczną prawdę, która zaważyła na losach wojny. Oczywiście oni mają swojego bohatera i tryumfatora w stylu Jamesa Bonda. Skromni Polacy z dalekiego kraju nigdy nie pasowali do ich wersji dziejów świata. Skoro nikt nas nie chwali, nie mamy innego wyjścia i musimy zrobić to samodzielnie.
Trzeba tylko uwierzyć, że to naprawdę my byliśmy zwycięzcami i to nasi piloci myśliwscy ocalili w 1940 roku Wielką Brytanię od wielkiej klęski. Anglicy mówią to nam otwarcie, chociaż wydrukowane za Zachodzie woluminy historycznych dzieł pomijają te fakty. Pozostał nam, na pocieszenie, ogólnikowy slogan premiera czasów wojny: „Nigdy w dziejach ludzkich batalii, nie zawdzięczaliśmy tak wiele, tak nielicznym”
Dobre sobie! A skąd w takim razie wzięło się tyle poległych lotników? Ich groby znajdują się na polach Francji, Normandii, Anglii, Szkocji, a nawet na wyspach Morza Północnego. Wielki polityk uhonorowany został literacką nagrodą za swoje pisarskie dokonania, a nie za prawdę, której pamiętniki Winstona Churchilla (przynajmniej w odniesieniu do Polski) niestety nie zawierają. Brytyjski premier pominął fakt powierzenia obrony Londynu polskim dywizjonom myśliwskim, stacjonującym w bazie zbudowanej w pobliskim Northolt. A był to przecież dowód ogromnego zaufania władz i wiary w umiejętności pilotów i kwalifikacje polskich mechaników. W końcu przedstawię osobistą konstatację historyczną…
Od dawna śledziłem dzieje polskich asów lotnictwa i pokazywałem na ekranie bohaterów „Polskich Skrzydeł”. Robię to z ogromną satysfakcją, choć ze zmiennym powodzeniem, od kilkudziesięciu lat. Niedawno dowiedziałem się, że jeden z moich lotniczych filmów dokumentalnych zostanie wręczony burmistrzowi Los Angeles, a nawet samemu gubernatorowi Stanu Kalifornia – Arnoldowi Schwarzenegerowi. Pomyślałem, że wreszcie ktoś docenił mój twórczy wysiłek… Nic podobnego!
Spośród kilkudziesięciu filmów lotniczych, jakie udało mi się zrealizować, wybrano dokument „Siedemnastu wspaniałych”, opowiadający o amerykańskich pilotach walczących w wojnie polsko – bolszewickiej. Film ten przypadkowo wpisuje się w promocję polityki militarnej współpracy Polski ze Stanami Zjednoczonymi. Dokument jest przykładem możliwości takiej kooperacji, której chlubna tradycja sięga czasów Kazimierza Pułaskiego i Tadeusza Kościuszki. Te postaci są znane za Oceanem. Warto teraz przekroczyć przynajmniej barierę Kanału La Manche i przezwyciężyć panujące w Europie opinie na temat Polski i Polaków. Owszem, byliśmy ofiarami obu światowych wojen, ale odnieśliśmy na ich frontach także wiele znaczących zwycięstw. Szanując „Katyń” Andrzeja Wajdy, doceniając ekranizację biografii generała „Nila” Fieldorfa, widzę ogromną szansę w prezentowaniu naszych tryumfów.
Powracając do zacytowanych na początku sloganów, twierdzę z przekonaniem, że mamy się czym pochwalić i powinniśmy to koniecznie zrobić dla dobra następnych pokoleń. Wychowywanie potomków w atmosferze rewindykacji i w poczuciu doznawanych przez lata krzywd, prowadzi do społecznej marginalizacji. We współczesnym świecie wygrywają ludzie energiczni, otwarci i optymistycznie nastawieni w stosunku do przyszłości. To są zwycięzcy, kontynuatorzy dzieła bohaterów, których w Polsce nigdy nie brakowało. Należy o nich głośno mówić, pisać, robić filmy i wpajać w młodzież to szlachetne dziedzictwo. Nie pozbawione odmiennych racji odbrązawianie autorytetów, fałszywych mitów Westerplatte, Hubala, Ognia, Monte Cassino, z pewnością spotka się z uznaniem dawnych wojennych agresorów.
W atmosferze kłótni polskich historyków ich wina będzie, przynajmniej na czas toczącego się sporu, skutecznie zagłuszona. Osobiście wolę powrót do kryształowych bohaterów, którzy wsławili się niejednym zwycięstwem nad pilotami Luftwaffe pod brytyjskim niebem. Wychowankowie słynnej Szkoły Orląt w Dęblinie wygrywali międzynarodowe zawody lotnicze i dokonywali rekordowych przelotów, przecierając nowe szlaki dla lotnictwa. Polscy piloci balonowi zdobyli na własność słynny Puchar amerykańskiego magnata prasowego, Gordon Bennetta. Ich maestria przydała się w konstruowaniu powietrznych zapór balonowych nad Londynem, podczas Bitwy o Anglię. Warto o tym wspominać, należy powtarzać fakty świadczące o wielkich dokonaniach naszych poprzedników. Upowszechniana wiedza, świadomość polskich zasług, wzmacnia tożsamość, buduje dumę obywateli z życia w kraju o takich tradycjach. Nie ma w tym nic z nacjonalistycznego samouwielbienia, bo wdzięczność okazują nam – potomkom wyzwolicieli Bredy – mieszkańcy całej Holandii. Doświadczając tych dowodów pamięci, nie tracę wiary w sens przygotowywania ekranizacji ich powietrznych zmagań pod niebem Wielkiej Brytanii.
Powstał już treatment filmowego projektu: „Chłopcy z nieba”, zamieszczony w internecie i przedstawiany tam, gdzie znajdują się środki na realizację przedsięwzięcia. Tym razem nie interesuje mnie namiastka kinowej wersji w postaci telewizyjnego filmu dokumentalnego. Praktykujący w światowych mediach dziennikarze zgodnie twierdzą, że literacka wizja zawarta w opisach Ostrowskiego, Króla, Fiedlera, Hułasa, Gotowały, Skalskiego, Arcta, Meissnera i wielu polskich historyków lotnictwa, zawiera tak bogaty materiał, że naprawdę można z opisanych walk powietrznych stworzyć batalistyczny fresk na miarę światowego kina. Na razie tylko o tym piszę i mówię, ale nigdy nie przestanę marzyć… Tego nikt nam przecież nie zabroni, najwyżej wyśmieje. Takie ich europejskie prawo.
-
Emblemat Dywizjonu 303 należy do domeny publicznej




Ciekawy, niepolski sposób myślenia. Ale podoba mi się. Martyrologia już mnie mdli.
… ciekawy artykul , moge tylko dodac nazwisko gen. Witolda Urbanowicza … asa polskiego lotnictwa w Polsce prawie niezananego !!!!!!!! ( byl dowodca dywizjonu 303 , walczyl w amerykanskim dywizjonie z japonczykami ) jego ksiazki to gotowe scenariusze na filmy …
Przykro mi, jednak wg mnie typowo polski sposób myślenia.
Nie może być inaczej, skoro nie dba się o ideologię młodego pokolenia.
A jak dbamy?
[-]
A jak dbają Amerykanie?
Tylko pozazdrościć.
Wczoraj przyjaciółka przysłała mi album z fotografiami z tzw. graduation szkoły policyjnej. I czy uwierzysz, że łzy przysłoniły mi monitor? Nie dlatego, że bratanek przyjaciółki był nominowany, ale że my nie potrafimy tak wzmocnić, podbudować, podeprzeć, zabezpieczyć -wybierz, co chcesz – naszych młodocianych. Nic dziwnego, że młodzi Amerykanie samowolnie i z przekonaniem o słuszności swej idei idą na rzeź!
My jesteśmy bardzo skłóceni. Zawsze byliśmy, gdy dano nam możność samostanowienia.
A z tego korzystają inni i śmieją się z nas w kułak.
Bo u nas bohaterem może być i ten, który obalał komunę i generał, który wprowadził stan wojenny. Takie są skutki braku rozliczenia chorego systemu.
Bardzo niepoprawny, bardzo “świeży” (ze względu na zawarte tezy), bardzo wartościowy tekst. Brawo! Życzyłabym sobie i innym czytelnikom więcej tak wspaniałych artykułów, ukazujących innych niż “standartowy”, poprawny punkt widzenia.
Artykuł skłonił mnie do myślenia. W naszej kinematografii zdecydowanie za dużo jest prawdy czasu, Polacy robią filmy martyrologiczne, o trudnych epizodach narodu, a nie potrafią kreować fikcyjnych bohaterów. Dlaczego Kloss i Czterej Pancerni są tak popularni do dziś nawet po przemianie ustrojowej. Bo to są bohaterzy, którzy skopali niemieckie tyłki.
Amerykanie potrafili wykreować bohaterów nawet w przegranych wojnach: Wietnam: Rambo i Chuck Norris (Zaginiony w akcji), poza tym parę innych o Wietnamie. A my nie potrafimy.
Pomysł Zbyszka, żeby w głównych rolach filmu obsadzić lotnika, lub grupę przyjaciół lotników z któregoś dywizjonu, nawet niekoniecznie 303. Jest świetny.
I niech potem krytycy strzępią pióra, że obraz zniekształcił historię, bo wynika z niego, że wojnę wygrali dla Europy Polacy.