Marika
Uganda, moja ojczyzna (cz. 2)
Uganda to kraj w środkowej Afryce, nieszczęśliwie otoczony sąsiadami, skłonnymi do konfliktów. Graniczy z Rwandą,
Sudanem, Demokratyczną Republiką Konga, Tanzanią oraz Kenią. To tykająca bomba, a wspomnienie wojen jest wciąż żywe i bolesne. Do dziś tli się konflikt w Acholiland, północnym regionie Ugandy, gdzie zamieszkujący go lud wzniecił w 1986 roku bunt z powodu obalenia prezydenta kraju, pochodzącego z tych terenów. Głównodowodzącym jest Joseph Kony stojący na czele „Bożej Armii Oporu”, który od lat przeprowadza czystki etniczne w regionie, na niebywałą skalę.
- Mamy fantastycznego prezydenta. To mądry człowiek, który dba o ludzi – mówi David. Pytam, co takiego robi dla swojego kraju i dlaczego nie może przeciwstawić się „Bożej Armii Oporu”. – Nie jest wszechmocny. Tylko Bóg będzie mógł osądzić tamtych ludzi. Nikt nie jest w stanie ich powstrzymać. Ta „armia” składa się głównie z młodych chłopców, kilkunastoletnich. Kony ma nad nimi całkowitą władzę – i fizyczną i psychiczną. Młody człowiek jest bardzo podatny na wpływy, a przywódca „Bożej Armii Oporu” niezwykle charyzmatyczny, więc nietrudno dla niego zabijać, zwłaszcza jeśli on sam twierdzi, iż jest wysłannikiem samego Ducha Świętego.
Państwo bez Boga nie istnieje
Ugandyjczycy są bardzo religijni, ponad połowę stanowią chrześcijanie, podzieleni na katolików i protestantów. David urodził się w głęboko wierzącej, katolickiej rodzinie. Każde dziecko dostaje dwa imiona – jedno chrześcijańskie, zazwyczaj po apostołach, prorokach lub innych biblijnych postaciach, drugie zaś ugandyjskie, opisujące miejsce bądź sytuację, w jakiej urodziło się dziecko. W niektórych przypadkach jest to nawet nazwa pierwszej rzeczy, którą zobaczyła matka po narodzinach.
- Zazdroszczę ludziom z Zachodu wielu rzeczy, chciałbym być podobny do nich, ale jednego nie mogę zrozumieć – jak można żyć bez Boga? Albo wierzyć w niego, lecz nie chodzić do kościoła? To absurd, rzecz nienormalna, w Ugandzie nie do pomyślenia. Nawet nie wiem, z jaką reakcją spotkałaby się podobna postawa, bo nikogo takiego w Ugandzie na oczy nie widziałem – opowiada David.
Zaskakuje mnie także znajomością nauki Jana Pawła II. Mam wrażenie, że rozumie i wie więcej niż znaczna część Polaków zapatrzonych w papieża-showmana, nie zaś papieża-przywódcę Kościoła.
- Myślę, że nie tylko Polacy cierpieli po śmierci Jana Pawła II. Sądzę, że cały świat płakał po jego stracie, czuję to. My też płakaliśmy, nie zapomnę tego dnia, kiedy papież żegnał się z nami, a ja wraz z rodzeństwem poszedłem do sąsiadów by być na bieżąco, bo nasz telewizor akurat był w naprawie. Był dla nas katolików przykładem jak godnie żyć i godnie umierać. Jego wielka i całkowita wiara w Matkę Bożą, która jest – jak mówił Jan Paweł II – kierunkowskazem w naszym poplątanym życiu, imponowała każdemu. W Afryce szacunek, jakim papież darzył Maryję, dla wielu kobiet znaczył bardzo wiele i dodawał im sił. Jan Paweł II był wspaniały i – jak nieliczni – kochał nasz kontynent autentyczną miłością.
Religia w życiu Davida jest niezwykle ważna, jeśli nie najważniejsza. Niedzielnej mszy nie traktuje jako smutnego obowiązku. To całkowicie naturalne, niemal instynktowne zachowanie, kolejny punkt dnia, podobny do zjedzenia śniadania czy mycia zębów.
- Nie wiem z czego to wynika. Tak po prostu jest. Katolicy z Ugandy czują się bogaci, bo kiedy nawet nie mają niczego, Bóg ich nigdy nie opuszcza, on jest zawsze. Niezależnie od sytuacji materialnej, od posiadania pracy czy jej braku – mówi. Kiedy pytam, gdzie jest Stwórca, kiedy „Boża Armia Oporu” przeprowadza czystki etniczne na niewinnych ludziach, David wzdycha. – Zauważyłem, że Europejczycy próbują wszystko tłumaczyć. Zdecydowanie używacie zbyt wiele rozumu. Są rzeczy, które zrozumie się dopiero, kiedy dojdzie do spotkanie z Panem, twarzą w twarz. Życie bez Boga jest jak ślepa uliczka. Bez niego nic nie ma sensu. Ostatnio z przerażeniem czytałem w Internecie o europejskich krajach, które wyparły się wiary. Których obywatele w niedziele wyjeżdżają na wycieczki i robią wielkie zakupy, zamiast iść do kościoła. A naród bez wiary ginie. To prawda. Państwo bez Boga nie istnieje.
Zdjęcie jest własnością Davida, który pozwolił na jego wykorzystanie w tym materiale.



