Piotr Maciej Małachowski

Peruwiańska demokracja: z pałacu do celi

Jeśli Alberto Fujimori trafi za kratki, może nie wyjść stamtąd żywy. To pierwszy wybrany demokratycznie latynoski prezydent, którego demokracja skazała na 25 lat więzienia.

Po raz pierwszy nazwisko Fujimori usłyszałem 22 kwietnia 1997 roku. Polskie radio podało wiadomość, że w tym dniu peruwiańskie jednostki specjalne przypuściły atak na rezydencję ambasadora Japonii w Limie i odbiły przetrzymywanych w niej od pięciu miesięcy zakładników. Do dziś to wydarzenie wydaje się niewiarygodne. Członkowie Ruchu Rewolucyjnego imieniem Tupaca Amaru zajęli rezydencję ambasadora w grudniu 1996 roku podczas wielkiego bankietu. Po zwolnieniu większości zakładników zabarykadowali się z 72 osobami. Wśród nich byli miedzy innymi: brat prezydenta Fujimoriego, peruwiańscy generałowie, dowództwo policji, minister spraw zagranicznych, sędziowie Sądu Najwyższego oraz parlamentarzyści. Podczas gdy negocjatorzy wykonywali swoją robotę, niemal w centrum Limy, w wielkiej tajemnicy, wykopano tunel wprost pod rezydencję ambasadora. To nim szkoleni przez Amerykanów peruwiańscy komandosi dostali się do środka.

Plaza Mayor w LimieCytowany wtedy przez polskie radio prezydent Fujimori powiedział, że akcja odbicia rezydencji zakończyła się wielkim sukcesem. Zabito wszystkich czternastu terrorystów. Zginęło tylko dwóch komandosów i jeden zakładnik – cywil, który zmarł na atak serca. Lima odetchnęła, a światowe media biły brawo.

Ale ja myślałem o czymś innym. Z głowy nie mógł mi wyjść ten tunel, który urósł w niej do symbolu tego, jak bardzo krętymi i mrocznymi ścieżkami władza państwa może realizować swoje zadania. Nawet pod ziemią. Kiedy kilka tygodni temu w Limie pytałem o ten podkop, moje zdumienie nie miało końca. O budowie tunelu – w miejscu, w którym skupiała się wówczas uwaga świata – nie wiedzieli nawet dowódcy policyjnych oddziałów otaczających teren okupowanego przez terrorystów budynku.

O innych tunelach wykopanych przez Fujimoriego świat dowiedział się dużo później. Jako prezydent Peru w latach 1990-2000 zorganizował szwadrony śmierci i ograniczył działalność partyzantek – Świetlistego Szlaku i wspomnianego już Ruchu Rewolucyjnego im. Tupaca Amaru. Ograniczył w wyniku wojny domowej, w której z rąk buntowników i wojska zginęło prawie 70 tys. ludzi. Tylu doliczyła się Komisja Prawdy i Pojednania, a organizacja Human Right Watch uznała, że jedną trzecią z tej liczby zabiły rządowe siły bezpieczeństwa.

Ówczesne relacje z Peru są pełne okrucieństw. Z obu stron. Zwalczając Świetlisty Szlak, peruwiańskie wojsko niszczyło wsie w Andach i masakrowało chłopów podejrzewanych o sprzyjanie partyzantom. Ci wieszali kobiety na oczach dzieci. – Każda wieś żyła w strachu, ale najgorsze było to, że śmierć mogła przyjść z każdej strony. Ludzie nie ufali nikomu, bo zabić mógł zarówno żołnierz, jak i partyzant – powiedziała mi niedawno Susan, którą poznałem w Limie.

W tej ruletce Susan straciła dwóch wujków. Pewnego dnia do ich wsi w prowincji Ayacucho przybyli partyzanci i zabili mężczyzn strzelając z karabinów w ich czoła. Klimat tych wydarzeń opisał Polak Roman Warszewski w książce „Skrzydlaci ludzie z Nazca”. Był wtedy w Peru i podążał za terrorystami ze Świetlistego Szlaku. Gorąco polecam tę lekturę każdemu, kto interesuje się nie tylko Peru, ale całą Ameryką Południową.

Teraz wróćmy jednak do Fujimoriego. Ostatnio słuchałem go i oglądałem niemal codziennie w peruwiańskiej telewizji. Ostatnie piętnaście miesięcy było prawniczo-politycznym spektaklem z jego procesu. Kilka dni temu zapadł wyrok: 25 lat więzienia za łamanie praw człowieka, w tym masakry na cywilach przeprowadzane przez szwadrony śmierci. Jeśli Fujimori trafi za kratki, może nie wyjść stamtąd żywy. Dziś to 71-letni, schorowany dziadek

Można powiedzieć: sprawiedliwości stało się zadość. Można powiedzieć, że po latach demokratycznie wybranego dyktatora dosięgła kara i zakończyć na tym ten artykuł. Ale tak naprawdę nic się jeszcze nie zakończyło. Wczoraj dostałem kilka maili z Limy z pytaniem, czy gdy wrócę do Peru, przyłączę się do marszów i akcji społecznych na rzecz uwolnienia Fujimoriego. Wysłały jej osoby, które nie działają w polityce. Właściwie w ogóle się nią nie interesują. Ale pamiętają czasy, w których Fujimori rządził.

„Zrobił porządek. Przed nim życie w Limie było nie do zniesienia. W mieście wybuchały bomby, często bardzo długo nie było wody i prądu. Być może ten człowiek przyczynił się do śmierci niewinnych ludzi, ale to była cena za doprowadzenie kraju do normalności” – napisała Elena. Do maila dołączyła notatkę prasową o niedawnej zasadzce w Andach na oddział wojska, w której zginął oficer, a czterech żołnierzy zostało rannych. Ci, którym udało się uratować, twierdzą, że zaatakowały ich pozostałości terrorystów ze Świetlistego Szlaku, którzy współpracują teraz z przemytnikami narkotyków.

Po tych mailach zacząłem rozumieć skalę tego, co widziałem w Peru podczas procesu byłego prezydenta. Wymalowane czerwoną farbą hasła na murach i ścianach w niemal całym kraju: „Fujimori inocente” – Fujimori niewinny. Ludzie chcą go puścić na emeryturę, a nie wsadzić do więzienia. Może to też oznaczać, że tęsknią za przywódcą takim jak on.

Oczywiście nie wezmę udziału w akcjach na rzecz poparcia Fujimoriego. I odradzam to znajomym. Z boku widać wyraźnie: społeczny ruch miesza się z politycznymi interesami, bo w najbliższych wyborach w 2011 roku zamierza wystartować jego córka – Keiko. Zresztą nie wiadomo, czy odbędą się one zgodnie z planem. Wyrok dla Fujimoriego otworzył bowiem drogę do wszczęcia postępowania wobec obecnego prezydenta Alana Garcii. Jego także oskarża się o gwałcenie praw człowieka, do czego miało dojść za jego pierwszej kadencji, przed Fujimorim.

Byłem w pałacu prezydenta Garcii kilka tygodni temu. Turystycznie. Zanim wszedłem do środka przeszedłem drobiazgową kontrolę w wykonaniu żołnierzy, a na koniec jakiś cywil w garniturze zabrał mi paszport. Mogłem go odebrać dopiero po zakończeniu zwiedzania. Lima jest spokojnym miastem, ale wtedy miałem wrażenie, że nie wszyscy czują się w niej bezpiecznie.

Teraz mam pewność.

Fotografia: autorstwa Piotra Macieja Malachowskiego

Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.

Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Google Buzz
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Skomentowano 4 razy

  1. Marika Marika pisze:

    Bardzo ciekawy tekst. Faktycznie przypadek Fujimoriego jest niezwykle ciekawy.
    Ludzie niestety często potrafią przymknąć oko na niedemokratyczne metody (zwłaszcza, jeśli nie dotyczą ich samych) i korupcyjne zapędy, za cenę „spokoju”. Demokracja nie jest systemem łatwym ani prostym, a ludzie nie lubią się zanadto „gimnastykować”.

  2. Hmmm, nic (nikt) nie jest czarne, ani białe?

  3. danjk pisze:

    Nic dodać, nic ująć. Pozostaje tylko pytanie: jak rozwiązać problem grup takich jak właśnie Świetlisty Szlak zachowując wysokie standardy? Trzeba pamiętać, że aby pokonując nazistowskie Niemcy zabijano cywilów (sławne naloty dywanowe).
    Trudno powiedzieć, że czyta się takie rzeczy z przyjemnością. Jednak sam artykuł jest świetny.

Skomentuj