Bartosz Skalski
Abyssus abyssum invocat
Religia przez wieki towarzyszyła człowiekowi. Plamiła jego honor w czasach Wielkiej Inkwizycji, ratowała przed samotnością i cierpieniem w czasach komunizmu, dodawała wiary prześladowanym na przestrzeni wieków.
Rozwój cywilizacji, pozornie ułatwiający nam egzystencję, poza ubocznymi efektami destrukcyjnego wpływu na otoczenie, pociąga za sobą również te mniej odczuwalne, niedostrzegalne na pierwszy rzut oka skutki – niszczy lub deformuje w znaczny sposób nasze przywiązanie do tradycji, rodziny, religii.
To właśnie te trzy czynniki przez wieki mozolnie kształtowały społeczeństwa, obalały władze i dogmaty im towarzyszące. Jakich zatem argumentów użyć, aby wytłumaczyć to zjawisko rozwojowego cofania się we własnej świadomości?
Abyssus abyssum invocat
Przykładów można by przytaczać bez liku, jednak najłatwiej będzie oprzeć się na święcie, które właśnie ,,przeżywamy”. Wielkanoc to w tradycji chrześcijańskiej najważniejsza uroczystość – wspomnienie męczeńskiej śmierci i zmartwychwstania Jezusa z Nazaretu. Jednak w ciągu ostatnich kilkunastu lat ludzie jakoby kompletnie zatracili pierwotne znaczenie tego wydarzenia. Górę nad przeżyciem emocjonalnym, stricte duchowym wzięła nasza ciągła walka z czasem – człowiek, jako jego więzień, zatracony w wirze życia codziennego, postrzega owe ,,święto” jako moment wytchnienia, przystanku w ciągłym biegu z punktu A – jakim stają się nasze narodziny, do punktu B – śmierci. Innymi słowy, to wielkie wydarzenie traktujemy zwyczajnie jako długi weekend wolny od pracy. A gdzie celebracja, modlitwa i pokuta? Jeśli nie potrafimy ,,zmusić się” do tego już teraz, to czy istnieje cień szansy, abyśmy inaczej przeżyli święta następne?
Ateista silnej wiary
Obchodzimy wszystkie święta kościelne, bo tak nas wychowano. Jednak wychowanie jedynie wskazuje nam tor, po którym mamy przejść przez życie – to, czy ową drogą podążymy, zależne jest od naszego sumienia. Nie bez znaczenia pozostaje zaangażowanie naszych rodziców w kwestii wiary. Z każdym pokoleniem siła wyznaniowa maleje. Czy zatem za kilkadziesiąt lat świat stanie w obliczu totalnego braku religii? Nie można tego wykluczyć.
Człowiek współczesny nie potrzebuje Boga w swoim życiu, nie utożsamia się z nim. Pochłonięty samodoskonaleniem (nota bene, według własnej definicji), na tor boczny odstawia wartości, które jeszcze parę pokoleń wstecz stanowiły podstawę ówczesnej cywilizacji.
Przy tym niezaprzeczalnym braku wiary potrafimy jednak obchodzić święta ustanowione przez Kościół, naginając je do własnych potrzeb, przemieniając ich bogactwo duchowe w kapitalistyczną fabrykę pieniądza.
Quo vadis?
Religia bez człowieka nie ma prawa bytu. Jak jest z człowiekiem bez religii? Czy takiego świata chcemy dla naszych potomków? Świata opętanego sidłami czasu, w którym nie ma miejsca na Boga, a co za tym idzie, nie ma czasu na modlitwę (medytację) – tak potrzebną już teraz, aby kompletnie nie utknąć w matni własnego umysłu?
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Bez utworów zależnych 2.5 Polska.
-
Fotografia: Semana Santa Huelva, autor: Calapito, licencja: CC-BY, źródło: Wikimedia Commons






Nie wiem, co sądzą inni czytelnicy, ale osobiście uważam, że spadek znaczenia religii jest wyraźnym skutkiem rozwoju cywilizacji. I wcale nie skutkiem ubocznym. Na coraz więcej pytań nauka może nam odpowiedzieć, nie musimy więc wypełniać luki religią. Odrzucenie mistycyzmu i rytuałów to jedno, jednak również niepokoi mnie brak refleksji nad swoim życiem.
Czasem zrozumienie dlaczego i po co wierzy się zabiera trochę czasu. To bardzo ważne, żeby przeżywanie Świąt kościelnych nie sprowadzić do tandetnego folkloru, do kolejnego wolnego czasu.Można uczestniczyć w obrzędach Triduum Paschalnego, czuć więź z innymi ludźmi, ładować akumulatory i wracać do domu na skrzydłach wiary. I czas jest i siła, żeby upiec mazurki, bo dzieci je uwielbiają i właśnie z Wielkanocą kojarzą, i pasztety , i jajka okrasić.
Mikołaj, to podobno powiedział Heisenberg: Pierwsze łyki z kielicha nauk przyrodniczych czynią cię ateistą, ale na dnie pucharu czeka Bóg”.
Jest wielu wierzących naukowców, biologów, fizyków, astronomów.
Jak ostatnio uczyłam się o regulacji ekspresji genów przez małe cząsteczki RNA i opowiadałam o tym mężowi, to ku mojemu zaskoczeniu On stwierdził, że teraz nie ma już żadnych wątpliwości co do istnienia Boga. Oboje jestesmy biologami…
Akurat przykład kielicha jest bardzo na miejscu: przy pierwszym łyku jesteśmy jeszcze trzeźwi, natomiast gdy dojdziemy już do dna widzimy, mówimy i robimy różne rzeczy.
Mnie również fascynuje biologia, lecz patrzę na nią z innej perspektywy – jakie to wszystko pięknie przystosowało się do warunków naturalnych. Doszukiwanie się w tym ukrytego sensu – „inteligentnego projektanta” – jest śmieszne. Bóg musiałby się potwornie nudzić, skoro rozdrabniał się na tyle pierwiastków chemicznych, taką mnogość gatunków fauny i flory; tyle galaktyk zostało stworzonych bez celu. Oj, dziwny musiałby być z niego typek.
Mikołaju, sprawa Całunu Turyńskiego jest przykładem na to, że nauka nie wyklucza wiary i odwrotnie. Część naukowców wierzy, że ma do czynienia z całunem Jezusa Nazareńczyka, bo nauka jest, mimo ponad wieku badań nad płótnem, wciąż zbyt mało zaawansowana, by wyjaśnić jego wszystkie tajemnice, nawet gdyby przyjąć założenie, że to fałszerstwo średniowieczne. Przekonanie o konflikcie wiary i nauki, właściwe młodemu wiekowi, nie jest do końca uzasadnione, choć oczywiście ma pewne podstawy.
Dodam jeszcze : Wizerunek Madonny z Guadalupe i Całun z Manopello
Tak, zapomnieliście jeszcze o stygmatach, objawieniach, cudach, wypędzaniu duchów i innych legendach. Przecież nawet sam kościół nie potwierdził autentyczności całunu. A naukowcy często się wspierają, w tym przypadku na pewno nie można mówić o prawdziwości którejkolwiek możliwości. A nawet jeśli byłoby to płótno, w które owinięto ciało Jezusa, to jaki to to ma związek z nauką? To tylko ewentualnie dowodziłoby, że osoba podająca się za syna Boga została ukrzyżowana. Dziś trafiłaby zapewne do psychoterapeuty.
I wcale nie sądzę, że Bóg nie istnieje. Przeciwnie – wiem, że on istnieje. Istnieje jako urojenie w umysłach, powielane przez pokolenia na lekcjach religii.
Konflikt wiary i nauki? Nie. Przecież Bóg ma namiestnika na Ziemi – papieża. On jest nieomylny, bo tak mówi dogmat. Ustanowiony, przez nieomylnego papieża. Jakie to logiczne, nieprawdaż? Zupełnie jak argumenty św. Tomasza z Akwinu.