Piotr Maciej Małachowski
Wielkanoc: A jeśli to wszystko nieprawda?
Czasami człowiek myśli, że jak w coś uwierzy, to zostanie frajerem. Ale w Wielkanoc daleko do takiego wrażenia. W Wielkanoc, zamiast frajerem, można poczuć się po prostu idiotą.
Jeśli to wszystko – śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa – jest nieprawdą, można poczuć się nawet skończonym idiotą. Bezpieczniej jest więc nie wierzyć, albo wierzyć troszeczkę, żeby ewentualnie wyjść z tego z twarzą.
No bo jak uwierzyć w śmierć Syna Bożego? Jak w ogóle uwierzyć w Jego narodzenie się z kobiety? W Jego życie na Ziemi w ludzkim ciele? Ukrzyżowanie można sobie jeszcze jakoś wyobrazić. Świat lubił, lubi i będzie lubił patrzeć na takie wydarzenia. Zatem i śmierć na krzyżu Syna Bożego można jakoś zrozumieć. Ale jak wyobrazić sobie, że ten Bóg z krwi i kości musiał przedtem jeść i pić, żeby przeżyć normalny dzień? Jak można zaakceptować, że bał się cierpienia, zadawanych razów i opuszczenia? Pocił się. Musiał się myć. Bywał zmęczony. Głowa go bolała. Kichał. Kaszlał. Walczył z popędami. Czasami miał złe chwile.
Jak można wyobrazić sobie Boga, który – jak każdy z nas – wstawał z łóżka lewą nogą?
I w końcu, jak wytłumaczyć, że w chwilę potem szedł do toalety?
To wszystko nie trzyma się kupy. Bóg, który daje ludziom to, co ma najcenniejszego – własnego Syna. Bóg, który wie, co Go spotka, bo nawysyłał się już wcześniej proroków, których po prostu zabito. Miał więc rozeznanie sytuacji. Powinien machnąć na to wszystko ręką, ale nie. Uparł się i jedynego Syna wysłał. Na pewną śmierć Go wysłał.
Ten też nie lepszy. Wiedział, jak skończy. Jak szubrawiec. Gorzej niż morderca. Wodę w wino zamieniał, chleb rozmnażał, zmarłych wskrzeszał, więc mógł to jakoś inaczej rozegrać. Ale nie. Uparł się, że o życiu będzie mówić. Spokojnie mówić. Mądrze mówić. Z sensem, którego się zawsze szuka, ale rzadko się go znajduje. Uparł się, że o człowieku będzie mówić. Nie tym na zewnątrz, ale tym w środku. Zawziął się jak osioł, że o zagubionej godności i sercu pełnym miłości będzie mówić.
Tylko wrogów tym sobie narobił.
A gdy przyszło co do czego, rozłożył ręce. I skonał.
Potem zniknął z grobu, czym jeszcze bardziej zagmatwał sprawę, bo niby udowodnił, że o życie w naszym życiu chodzi. Nie o śmierć. Ale przecież o śmierć w naszym życiu chodzi, o czym w każdej chwili może zaświadczyć najbliższy cmentarz.
Racjonalnie to nie ma sensu. Jak uwierzyć w coś, co nie ma sensu? I to po upływie dwóch tysięcy lat. Ten Bóg, ten Chrystus, ta Śmierć i to Zmartwychwstanie – jakim idiotą zostanie człowiek, gdy to wszystko okaże się nieprawdą!
Czasami, jak w Wielkanoc, można, a może i trzeba zapytać inaczej:
Co będzie, gdy to wszystko okaże się prawdą?

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.
Fotografia Lima: krzyż w dzielnicy Villa Maria del Triunfo, autor: Piotr Maciej Malachowski





Po kolei:
@Asen: „Mnie jeszcze nikt nie wycenzurował. Może problem nie jest w cenzorze?” – może po prostu jesteście kółeczkiem różańcowym, które pieje jedną pieśnią? Nigdy wcześniej nie przytrafiła mi się cenzura. Prowadziłem różne dyskusje na swoim blogu i spotykałem się z różnymi, czasem bardzo ostrymi komentarzami i nigdy nie posunąłem się do ich kasacji. Może więc jednak problem tkwi w cenzorze? A może jest to problem tylko dla tych, którzy nie piszą tego, co drugi człowiek chciałby przeczytać? Hm?
@gragaK: nikogo nie obraziłem w swojej wypowiedzi – odnosiłem się wyłącznie do treści wpisów, bez inwektyw. Niestety nie mam na to dowodu, gdyż nie zrobiłem jego kopii (zresztą, nawet na to nie wpadłem, zupełnie nie spodziewałem się, że ktoś może mój post z jakichkolwiek przyczyn usunąć) ani zrzutu ekranu. W sumie mogłem się tego spodziewać, to w końcu Polska, druga Stolica Apostolska. Mam nauczkę na drugi raz.
@Ossad: nie miałeś okazji przeczytać mojego komentarza, więc może go nie oceniaj, z łaski swojej? Nie kryję się ze swoimi poglądami i piszę otwarcie jakie mam zdanie na zadany temat. Wiem, że najlepszy ateista to taki, który kaja się nad Waszym sacrum, ale nie widzę powodu, dla którego miałbym to robić. Serio. Do wymienionych przez Ciebie zbrodniarzy dopisałbym jeszcze kilku papieży i parę osób stricte z Kościołem związanych.
@Piotr Maciej: spodziewałem się, że wcześniej czy później pojawi się stara śpiewka. To jest taka Wasza ostatnia modła – „udowodnij, że nie ma Boga”. Wejdę w ten układ, ale stawiam warunek – udowodnij, że nie istnieje Niewidzialny Różowy Jednorożec. Jeśli Ci się uda, przystąpię do dowodów, które przekonały mnie do takiego a nie innego światopoglądu, ale jeśli nie, to ustawisz sobie jako avatar Różowego Jednorożca z napisem: „nie potrafię udowodnić, że nie istnieje Niewidzialny Różowy Jednorożec”. Co Ty na to? (:
Nie mogę pisać w imieniu innych ateistów, mogę natomiast napisać o tym jak to wygląda u mnie. Dlaczego nie wierzę w Boga i dlaczego uważam, że Bóg nie istnieje. Nie mogę udowodnić, że bóg (jakikolwiek) nie istnieje, podobnie jak Ty nie możesz udowodnić, że nie istnieje Niewidzialny Różowy Jednorożec (i, podobnie jak Ty, nie możesz udowodnić, że istnieje Bóg). To jest dokładnie to samo. Poza tym, ateizm nie opiera się na negacji, ale na wyparciu wiary. I to nie tylko wiary jedynej słusznej w naszym kraju – jakiejkolwiek wiary.
Wyzwanie uważam za nierówne – to trochę tak jak ja kazałbym Ci udowodnić, że istnieje bóg (:
Poniewaz dyskusja przyniosła miedzy innymi sentencje, wyłuskane przez jedną z dyskutantek
z http://www.dobryhumor.info/aforyzmy6.htm ; pozwole sobie w zwiazku z tym przytoczyc jedną z sentencji, pominiętych przez interlokutorkę, w tej jakże interesujacej dyskusji: ”
Kto żyje ze zwalczania wroga, zainteresowany jest tym, by wróg istniał jak najdłużej.”
Powiedzenie dotyczy rzecz jasna tekstu, który jest przedmiotem dyskusji.
Sądzę, że drwiąca postawa autora świadczy o istnieniu w Jego mniemaniu takiego wroga, dzięki ktoremu jest w stanie dac wyraz niecheci, drwinie, obrzydzeniu i poddac w watpliwość wszystko, w co ludzie wierza, bo chca wierzyć. Bo im z ta wiara jest po drodze, bo im ta wiara coś daje.
Nalezy więc zyczyc autorowi, aby nie wszyscy stali sie wojującymi bezwyznaniowcami, poniewaz Jego teorie i „gdybanie” straciłyby wszelki sens. Tak więc – szanuj, autorze swego wroga, bo dzięki niemu istniejesz.
Tak czy siak, wracając do meritum (którym miało być zmartwychwstanie oraz istnienie Jezusa jako takiego), czy istnieją źródła, które jednoznacznie orzekają, że tak, był taki ktoś jak Jezus Chrystus, chodził po Ziemi i czynił cuda (kiepskie bo kiepskie, ale zawsze) i leczył chorych (ale tylko tych, o których się potknął), został ukrzyżowany, po czym zmartwychwstał?<— Jak już mówiłem, pomijam cuda i zmartwychwstanie, natomiast to mi trochę zaczyna jechać Kodem Da Vinci. Fałszujemy wszystko co możliwe, po to, żeby trzepać kasę ? Wszystko zaznaczam, łącznie z dowodami archeo, które opisują tamten okres, historią? To już teoria spiskowa
Ja się zgodzę, że np. Nowy testament tworzono jakby na nowo na 1 synodzie, była też sytuacja z 10 przykazaniami, których było 11, potem 9, a potem zrobiono 10., ale bez przesady ;]
Hej Hadret!
No to sprawa się posypała, bo nie mogę spełnić Twojego warunku. Nie mogę udowodnić, że Bóg jest. Nie potrafię tego zrobić. Nie wiem, jak za to się zabrać. Od czego zacząć i na czym skończyć. Zresztą i tak byłaby to strata czasu, bo co to za Bóg, który daje udowodnić swoje istnienie?
Przemyśl jednak, czy wobec braku możliwości spełnienia mojego warunku, wchodzimy dalej w ten układ: CHCĘ POZNAĆ DOWÓD NA NIEISTNIENIE BOGA. Wnioskuję, że Ty ten dowód masz, tylko ściemniasz i nie chcesz wyjawić. Wnioskuję tak, bo skoro uważasz wierzących za stado śmiesznych owieczek – śmiesznych, bo nie mających dowodu na istnienie obiektu swojej wiary, to – zgodnie z Twoim tokiem myślenia – jesteś poważnym gościem, bo swoje zachowanie opierasz na istnieniu dowodu. W przeciwnym razie nie byłbyś nawet śmieszną owieczką, tylko zwykłym baranem.
Istnieje też opcja, że po prostu nie nauczyłeś się jeszcze, co to znaczy szacunek wobec ludzi o odmiennych poglądach.
No to jak będzie? Wchodzimy w ten układ, czy dajemy sobie spokój?
Panowie, jasne, że dajcie sobie spokój.
A tak dla wtrącenia swoich trzech groszy powiem, iż odnośnie i Boga uważam, że istnieje w mentalności wiernych i mnie osobiście to nie wadzi. Ludzie od zarania swego istnienia wierzyli, by wytłumaczyć sobie zjawiska niewytłumaczalne, a najczęściej dlatego, by po prostu przeżyć. Nie wnoszę sprzeciwu, jeśli komuś tak łatwiej. Natomiast Jezus nie jest i nigdy nie był Bogiem, i prawdopodobnie faktycznie istniał, gdyż o nim mówi nie tylko Nowy Testament, ale również np. przekazy hinduskie. I co dziwne, te przekazy twierdzą, że szczęśliwie założył rodzinę, a jeszcze inne, że potomstwo Jezusa dało początek dynastii królów Francji. Wystarczy poczytać już dość bogatą lekturę poświęconą tematowi Świętego Graala. Wśród pozycji jest sporo książek sensacyjnych, najczęściej kontrowersyjnych, a nawet bluźnierczych, ale zachęcam wszystkich zainteresowanych postacią, na temat której wywiązała się tak gorąca dyskusja.
Dobrym przyczynkiem do tej dyskusji będzie wypowiedż prof. Hartmana http://www.iphils.uj.edu.pl/~j.hartman/
pt. „Mój dziwny kraj i jego dziwna religia” http://www.liberte.pl/spoeczestwo/161-moj-dziwny-kraj-i-jego-dziwna-religia.html
@efowski: Onfray nie jest dla Ciebie dostatecznie rzetelnym źródłem – dla mnie nie są, wyśmiane przez niego, źródła przytoczone przez Ciebie. Tobie one wystarczają – mnie nie. Myślę, że to tyle (:
@Piotr Maciej: ależ to bajecznie proste. Wszyscy tutaj jesteście ateistami. Ja różnię się od Was tylko tym, że poszedłem o jedną wiarę dalej. Podaj dowody na nieistnienie Allaha, Zeusa, Tora, Kryszny etc., a znajdziesz dowód na nieistnienie także swojego Boga (:
Bo chyba nie chcesz mi powiedzieć, że nie wierzysz we wszystkich tych bogów nie mając dowodów na ich nieistnienie? Byłbyś tedy nie tylko owieczką, ale i baranem, a to zaczyna śmierdzieć bardziej niż Trójcą Świętą (:
Nauczyłem się szanować ludzi. Nie zwykłem jednak szanować ich wiary, co często jest poczytywane jako brak szacunku do nich samych. Nie wiem dlaczego. Może po prostu wydaje im się, że oni sami są swoimi wierzeniami?
A co jeśli ktoś uważa że Jezus, Krishna, Allah i tak dalej są różnymi postaciami tego samego Bóstwa? Przecie to proste, w zależności od budowanej kultury (rozwój społeczeństw) powstawały różne wizje Bóstwa. Więc co w tym wypadku?
Nad ostatnim zdaniem to powinieneś się jeszcze zastanowić. Żeby je uprościć przekręcę je tak: „Szanuję ludzi, ale nie szanuję ich zadków. Dlatego kopię w nie bez zastanowienia.” Otóż jeśli kogoś szanujesz to musisz szanować całość, jeśli któregoś z elementów człowieka nie szanujesz, choćby czegoś tak ulotnego jak wiara, to znaczy, że nie szanujesz wcale. Szacunek wybiórczy, „bo tak mi pasuje” nie istnieje, to oszustwo stworzone po to żeby usprawiedliwić własne niedoskonałości.
Hedrecie kochany!
Nie umiem podać dowodów na istnienie i nieistnienie Allaha, Zeusa, Tora, Kryszny i Boga, którego wspominasz, a także wszystkich innych, które przyjdą Ci do głowy. Zresztą to chyba Ty miałeś udowodnić ich nieistnienie? Ale zakład wygrałeś. Przekonałeś mnie. Tym zapachem mnie przekonałeś. Nie potrafię udowodnić istnienia żadnego Boga, ale Ty wiesz jak On śmierdzi. I to pod postacią Trójcy Świętej!
Alleluja!
No i chyba amen?
@Marek: nic, a co ma być? Tyle, że nawet katolicki bóg się zaperzał (zresztą, nie on jeden), że nie będziesz miał cudzych bogów przed nim, czy obok niego – zdawał więc sobie sprawę z istnienia innych religii i nie bardzo mu się one podobały. Chcesz więc powiedzieć, że tam, gdzie on widzi grzech, Ty widzisz jego samego? (:
„Otóż jeśli kogoś szanujesz to musisz szanować całość, jeśli któregoś z elementów człowieka nie szanujesz, choćby czegoś tak ulotnego jak wiara, to znaczy, że nie szanujesz wcale”
To jest Twoje zdanie na ten temat – moje jest zgoła odmienne. Zabawna jest wiara w stworzenie świata w 7 dni, istnienie wszechświata od ~6000 lat, Arkę Noego, zmartwychwstanie etc. etc. Ty mi mówisz, że nie mogę się z tego śmiać, bo Ty w to wierzysz i byłoby to z mojej strony brakiem szacunku. Ja mówię, że mnie to nie interesuje (:
@Piotr: miłego (:
Nie zrozumiałeś tego co napisałem. Mój przykład Boga pod wieloma nazwami obala Twoje „dowody” na nieistnienie któregoś z Bóstw. Podałem konkretny przykład, to co sobie ludzie napisali w Biblii i innych księgach nie ma znaczenia, ludzie sobie zaprzeczają, to normalne, taka jest nasza natura, są tacy co wierzą wciąż w płaską ziemię. Stosując Twoją logikę: udowadniam, że czekolada, owszem, nie istnieje, ale nie istnieje ta mleczna, biała, czy truskawkowa, nie istnieje ta czekolada która wszystkim tak bardzo smakuje, nie istnieje ta czekolada w niebieskim opakowaniu, etc. Rozumiesz nielogiczność swojej argumentacji?
Co do szacunku do ludzi. Mówisz tak jakby główną cechą konstytutywną istnienia człowieka była jego wiara i przez ten pryzmat oceniasz. Założenie moim zdaniem z góry błędne, popytaj antropologów, socjologów, psychologów. Wciąż będę twierdził, że człowiek to skomplikowane urządzenie składające się z wielu mechanizmów fizycznych i psychicznych, których dopiero całość daje nam jednostkę ludzką. Nie można lubić szanować kogoś, ale bez jego ręki, czy bez jego klaustrofobii, i tak dalej. Szanujesz Kowalskiego, ale nie szanujesz jego wiary w Boga, a tymczasem jego wiara jest jednym z powodów tego jaki ten Kowalski jest (jednym, ale nie jedynym, ani nawet nie najważniejszym, choć tu bywa różnie), jednym z elementów które powodują, że podejmuje on takie a nie inne działania, a przecież za te działania szanujesz Kowalskiego, a nie za jego zgrabne łydki (takie założenie przyjmuję
). Nie szanując jego wiary nie szanujesz również jego samego. Przyczyna – skutek.
Bądź proszę uprzejmy nie mówić w moim imieniu. Rozumiem, że Tobie jest łatwiej wmawiając mi rzeczy których nigdzie nie powiedziałem udowadniać swoje teorie (cyt. „Ty mi mówisz, że nie mogę się z tego śmiać, bo Ty w to wierzysz i byłoby to z mojej strony brakiem szacunku.”). Ani nie określiłem nigdzie i czy w coś bądź kogoś wierze, ani też nie mówię Ci co masz robić czy myśleć. Jedno choćby fałszywe uproszczenie, takie przypinanie rozmówcy słów których nie powiedział, aby udowodnić swoje tezy powoduje, że cała wypowiedź jest fałszywa. Wyrażam tylko i wyłącznie swoje zdanie, nie instruuję Cię, tylko znajdując błędy w logice którą się posługujesz oczekuję konstruktywnej wymiany zdań.
Bonar rozminął się z powołaniem. Powinien zostać kaznodzieją w Pipidówce Dolnej.
Zrozumiałem, co napisałeś, tylko z tego, co to było, niewiele wynika. W takim sensie i ja jestem osobą wierzącą w boga, którym dla mnie jest np. piękno i skomplikowanie zjawisk przyrodniczych etc. Jednakże wcześniejsza dyskusja, podobnie jak sama treść artykułu, dotyczyły jednej konkretnej wiary, jednego konkretnego, rzekomego zjawiska itd. Dlatego odnosiłem się do niej. Jeśli jednak rozszerzasz swoją myśl do stwierdzenia, że wszyscy bogowie wymyśleni przez ludzi na Ziemi to różne wizje tego samego bytu, cóż, Twoja sprawa, wtedy jak najbardziej moja wcześniejsza wypowiedź nie może niczego udowodnić. Tyle, że Twoja też nie może. Ani nie potwierdzasz istnienia jakiegokolwiek, bliżej nieokreślonego bytu transcendentalnego, ani nie nie zaprzeczasz jego istnieniu. No i co na to sam byt, o którym jawnie się mówi, że został wymyślony przez człowieka?
„Mówisz tak jakby główną cechą konstytutywną istnienia człowieka była jego wiara i przez ten pryzmat oceniasz.”
W żadnym razie – wiara to najmniej zajmująca mnie sprawa i nigdy mnie specjalnie nie interesuje. Sam stwierdzasz, że człowiek to skomplikowane urządzenia, piszesz, że wiara nie odgrywa, z reguły, istotnej roli w jego życiu, a jednak nie potrafisz sobie wyobrazić, że można kogoś szanować i mieć swoje zdanie, niekoniecznie pochlebne, na temat jego wiary, które wypowiada się głośno i bez ogródek. Dlaczego?
Jeśli przyczyną jest sprawa poboczna, skutek nie musi mieć miejsca, a już na pewno nie z maksymalną siłą rażenia. Przy skomplikowanych urządzeniach jak człowiek, prostolinijne „przyczyna – skutek” może w ogóle nie zajść (:
Znam kilkoro ludzi, z którymi zdarzyło mi się prowadzić ożywione rozmowy na tematy religijne – wszystkich z nich szanuję, a pozostaję przy tym przy moim zdaniu na temat wiary, które jest takie, a nie inne.
„Bądź proszę uprzejmy nie mówić w moim imieniu.”
Byłem uprzejmy nie mówić – użyłem zwykłego uproszczenia zdania, nie miałem na myśli ani Ciebie, ani któregokolwiek z wcześniejszych rozmówców. Tak więc teoria spiskowa z mojej strony upadła, bo nie miała miejsca.
Wybacz Ossad, że nie posekunduję Ci w trollowaniu. Dobrego humoru życzę.
Wybacz, Bonar, ale to Ty trollujesz. A humor lubisz sobie poprawiać śmiejąc się z tego, jak robisz z innych durniów. Ale do moralizowania jesteś pierwszy. Ech, Bonar, Bonar. Już tyle razy Ci to tłumaczyłem…
Do autora i dyskutantow.
Postawione przez autora artykulu pytanie : „Wielkanoc, a jesli to wszysko nieprawda?” jest moim zdaniem pytaniem, ktore pojawilo sie, oczywiscie w innej formie, z chwila uzyskanie przez czlowieka samoswiadomosci tzn. swiadomosci o tym ze sie urodzil, ze zyje i ze musi umrzec. Cytuje np. sredniowieczny wers: „Przychodze, nie wiem skad, jestem nie wiem kim, umre nie wiem kiedy, pojde nie wiem dokad, dziwie sie zem radosny” Sentencja ta nie ma „chrzescijanskiego” charakteru. Wiara w objawienie udziela bowiem odpowiedzi na wszystkie pytania. Wiara w objawienie zywi sie wspanialymi obietnicami i zapewne zamknela swa odpowiedz slowami: ” Dziwie sie zem smutny”. U anglosasow wymienione pytania zaowocowaly gotowoscia przyjecia chrzescijanskich obietnic. Podczas narady na dworze angielskiego krola w 627r. zdecydowano, ze jesli ta nowa religja daje nam wieksza pewnosc, to sluszne bedzie stosowac sie do jej wskazan. Namysl pozwala czlowiekowi uzyskac wzgl. jasnosc co do spraw, ktore jedynie w praktyce zyciowej maja charakter rzeczywistosci. W kwestji poruszonej przez Piotra Macieja i ktora wszyskich porusza, wiemy dzis nie wiecej niz medrcy indyjscy, ktorzy zyli przed trzema tysiacami lat. Taka sama tajemnica jak swiat jestesmy my sami. Jesli nasze poznanie realnosci niezmiernie sie poszerzylo przez tysiaclecia, zwlaszcza w ostatnich wiekach, to o naszym wlasciwym bycie wiemy w dzisiejszych czasach rownie malo jak kiedys. Polecam serdecznie wspaniala ksiazke Karla Jaspersa ” Wiara filozoficzna wobec objawienia” traktujaca o filozofii i religii ( takze o filozofii ateistycznej bedacej tez jedynie forma wiary filozoficznej). Ksiazke te wydal po polsku Znak w 1999r. Objawienia nie mozna badac jako zjawiska empirycznego, natomiast niewatpliwie mozna takim badaniom poddac wiare w objawienie. Prawie wszystkie tu wypowiedzane sekwencje pochodza z wprowadzenia do ksiazki Jaspersa, ktora jeszcze raz polecam.
Jacek K.
„Taką samą tajemnicą jak świat, jesteśmy my sami” – dziękuję za te słowa, Jacku. Ja w tej sprawie nie mam już nic do dodania, a Twój komentarz w tym przekonaniu mnie utwierdza. Za co też dziękuję. Po książkę sięgnę jutro. Zainteresowałeś mnie.