TPJ

Okiem wolnorynkowca

Jak można przeczytać w Wirtualnej Polsce, muzycy z Filharmonii Częstochowskiej uważają, że ich zarobki są zbyt niskie. W związku z tym domagają się „zmiany miejskiej polityki finansowania filharmonii”. W przeciwnym przypadku, jak twierdzą, może dojść do „znacznego obniżenia poziomu artystycznego”. Młodzi muzycy odchodzą z filharmonii, aby zarabiać więcej, niż 1400 złotych netto.

No i cóż można o tym napisać ciekawego?

800px-filharmoniaczestochowaWierzę w to, że muzycy chcieliby zarabiać więcej. Ja też bym chciał. Zresztą czy jest ktoś (dodam, że normalny), kto by nie chciał? Chęć zwiększenia własnych dochodów mnie nie dziwi. Dziwić może co najwyżej sposób, w jaki muzycy do tego dążą.

Dla mnie jest oczywiste, że są różne metody zwiększenia zarobków. Można sobie np. poszukać dodatkowego zajęcia. Sam tak właśnie zrobiłem, nie zadowalając się pensją adiunkta na jednej z państwowych uczelni wyższych. Pracuję teraz niemal na dwa etaty, a czasu wolnego prawie w ogóle nie mam. Na moje dochody jednak nie narzekam (co nie oznacza, że nie zastanawiam się nad tym, jak mógłbym zarobić jeszcze więcej).

Innym sposobem zwiększenia zarobków jest poszukanie sobie innego zajęcia. Nad tym również się zastanawiam. Próbuję odgadnąć, jakie produkty lub usługi byłyby dla ludzi cenniejsze od tego, czym się zajmuję obecnie. Jest całkiem prawdopodobne, że wykorzystam kiedyś doświadczenie zdobywane obecnie, do prowadzenia własnej działalności gospodarczej.

Można jeszcze poprosić o podwyżkę szefa i ten właśnie sposób wybrali muzycy z filharmonii. Tyle tylko, że ten ich szef to całe miasto (reprezentowane przez Radę Miejską, czy kogo tam). A skąd pieniądze ma miasto? Z podatków, a więc od wszystkich ludzi. Innymi słowy muzycy chcą, aby ludzie płacili większe podatki na ich pensje. Albo żeby pieniądze, odebrane ludziom w formie podatków, zostały przeznaczone na ich pensje (zamiast np. na służbę zdrowia, na pensje urzędników, czy na jakikolwiek inny cel).

Jako wolnorynkowiec mogę się oczywiście dziwić takiej postawie. Czyż dla tych muzyków nie jest oczywiste, że to właśnie ludzie nie chcą im więcej płacić? Że tak nisko cenią ich usługi, iż mało wydają na bilety do filharmonii? A skoro tak, to czyż nie jest oczywiste, że muzycy próbują wymusić na radnych działanie sprzeczne z wolą ludzi?

Żyję w tym kraju jednak już ponad 30 lat i domyślam się, że muzycy wcale tak tej sytuacji nie postrzegają. Oni chcą grać w filharmonii, niezależnie od tego, czy ktokolwiek będzie chciał ich w ogóle słuchać. Oni uważają, że im się należy wynagrodzenie za to, co chcą robić. Następnie, wzorem większości pracowników każdej socjalistycznej instytucji, wyciągają łapy po pieniądze z podatków.

Ech… Żebym to ja miał taki tupet! Też bym stwierdził, że powinienem się zajmować tym, na co mam ochotę i że inni powinni mi za to płacić. Bo tak!

Chociaż nie. Nie żałuję wcale, że nie mam takiego usposobienia. Zbytnio szanuję własność prywatną, aby domagać się finansowania jakiejś działalności z pieniędzy zabieranych innym ludziom w formie podatków. Nawet wówczas, gdy to ja miałbym być beneficjentem.

Z tej historii wyciągnę jeden wniosek. Gdybym miał się kiedyś wybrać do Filharmonii Częstochowskiej, to wcześniej dziesięć razy bym się zastanowił. Nie lubię ludzi, stwierdzających w taki sposób, że im się należy. I raczej nie chciałbym im dawać moich pieniędzy.

Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska.

Fotografia: FilharoniaCzestochowa, autor: Reytan, licencja: GNU-FDL, źródło: Wikimedia Commons

Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Google Buzz
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Skomentuj