Małgorzata Michnowicz

Zostać Dziennikarzem Obywatelskim Roku cz.1

Od trzech lat serwis Wiadomości24.pl organizuje konkurs na Dziennikarza Obywatelskiego Roku. Wielu ludzi pragnących przekazać coś swoim pisaniem, staje do walki o tytuł. Nieliczni go zdobywają. I to właśnie z tymi „wybrańcami”, wskazanymi przez Kapitułę konkursu, postanowiliśmy porozmawiać. Zadaliśmy im te same pytania, by porównać, co każdy z nich ma do powiedzenia, na ten sam temat. Temat Dziennikarstwa Obywatelskiego.

Zaczniemy od najnowszego laureata konkursu na Dziennikarza Obywatelskiego Roku 2008, którym został Marek Iwaniszyn. Student politologii Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, specjalizacji: dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Jak sam mówi „interesuje się wszystkim co dziwne i ciekawe w naszej polityce, historii i kulturze. Zapalony internauta korzystający garściami z tego nowoczesnego medium.”Marek

Co daje wyróżnienie, jakim jest Dziennikarz Obywatelski Roku 2008?

Przede wszystkim olbrzymią satysfakcję i radość z tego, co się robi. Pokazuje, że warto to robić, że to ma sens, że ktoś to czyta, docenia, zauważa. Ponadto daje przekonanie, że to, co się robi jest na dobrym poziomie.

Czym teraz dla ciebie jest DO i w jakim kierunku według ciebie zmierza?

Dalej pozostaje dla mnie głównie sposobem realizowania swojej pasji, czyli pisania i zainteresowania tym, co dzieje się w moim mieście. Wydaje mi się, że DO idzie w kierunku komercyjnego rozwoju.

Czy przez komercyjne portale, dziennikarstwo obywatelskie staje się  komercyjne?

Pewnie, że się staje. Ale na dłuższą metę dziennikarstwo obywatelskie nie może funkcjonować na zasadach całkowitego wolontariatu. Sam się o tym przekonuję prowadząc własny lokalny serwis informacyjny – Jaworznianin.pl . Pieniądze są potrzebne, choćby po to by się rozwijać. Kupno domeny, coraz większych serwerów, sprzętu – na to trzeba skądś wziąć finanse. To się tylko pięknie mówi, idea jest szczytna. Ale nie da się jej realizować długofalowo bez jakiejś komercjalizacji. Podobnie jest z płaceniem za tekst. Napisanie tekstu to czas, który się na to poświęca kosztem czegoś innego. To po pewnym okresie musi nieść za sobą jakąś finansową – może nie tyle korzyść – co rekompensatę.

Czy dziennikarz oddolny, może napisać wszystko i nie liczyć się z konsekwencjami?

Wydaje mi się, że jest wręcz odwrotnie. Mam wrażenie, że dziennikarz obywatelski musi dużo bardziej uważać na to co pisze i brać za to jeszcze większą odpowiedzialność niż „zawodowy” dziennikarz. Bo za dziennikarzem obywatelskim zazwyczaj nie stoi sztab prawników, znana marka, firma, która jest w stanie go obronić i pomóc. Ponadto działając na lokalnym rynku, pisząc o sprawach lokalnych często musi uważać na każde słowo, bo pisząc nieprawdę, bądź nieprecyzyjnie się wyrażając może zrazić do siebie wiele osób. A one potem mogą już nie być zainteresowane rozmową, dyskusją, udzielaniem informacji. A DO nie ma jeszcze obecnie olbrzymiej „siły rażenia”, by rozmówca czuł, że nieudzielenie informacji może mu zaszkodzić. Rzecz jasna w żaden sposób nie oznacza to, że trzeba pisać ładnie, miło i grzecznie o wszystkich.

Oliwia Piotrowska w jednym z wywiadów powiedziała, że „społeczeństwo obywatelskie w Polsce jest fikcją, ciekawostką”. Co myślisz na ten temat?

Myślę, że to – niestety – bardzo trafne spostrzeżenie. Większość ludzi wychodzi z założenia, że nie ma wpływu na to co dzieje się wkoło nich, tym samym nie podejmują działań, nie realizują swoich pomysłów, nie wpływają na podejmowane w mieście decyzje. Więc trudno mówić o aktywnym społeczeństwie obywatelskim. Przekonuje mnie do tego obecność np. na sesjach rady miasta, dyskusjach publicznych nt. planów zagospodarowania przestrzennego, czy chociażby spotkań dotyczących przebudowy rynku, budowy szlaków rowerowych. To spotkania, sytuacje, gdzie można zgłaszać swoje propozycje, spostrzeżenia, które niejednokrotnie są brane pod uwagę. Niestety większość z tego nie korzysta i ostatecznie okazuje się, że swoje uwagi kierują jedynie Ci, którzy mają w tym jakiś interes. A szkoda. Społeczeństwo obywatelskie jest fikcją, bo zdecydowana większość nie interesuje się tym co dzieje się wkoło nich. Nie mówiąc już o działaniu.

Czy można DO traktować jako przepustkę do kariery dziennikarskiej?

Myślę że tak. Dziennikarstwo obywatelskie jest dobrym początkiem do dziennikarskiego zawodu. Jednak wydaje mi się, że nic nie jest w stanie równać się z praktyką, jaką się zdobywa, w normalnej tradycyjnej redakcji. Dziennikarstwo obywatelskie wiele uczy, ale też zniekształca troszkę obraz dziennikarstwa. Bo w DO każdy pisze co chce i kiedy chce. Jeśli nie ma ochoty – nie robi tego, jeśli nie może się gdzieś dodzwonić, często odpuszcza, odkłada na drugi dzień. A w zawodowym dziennikarstwie liczy się czas, terminy naglą. Jest deadline, którego przekroczyć nie można. Z pewnością presja czasu, narzucanie określonego tematu z góry, którym ktoś ma się zająć to rzeczy, które trudno wyegzekwować czy zrozumieć w dziennikarstwie obywatelskim. Tym bardziej, że DO to realizacja swoich pasji, a nie walka z czasem. Dlatego wydaje mi się, że DO jest dobre, ale nie jako zamiennik praktyki w redakcji, a jedynie jako dodatek do tej praktyki.

Czy zaczynając dziennikarską karierę zawodową nagle przestaje się być dziennikarzem obywatelskim? Czy zmienia to sposób myślenia, metody pracy? Czy według ciebie podział na dziennikarzy zawodowych i obywatelskich jest sztuczny? Jeśli tak, to dlaczego?

Pozwoliłem sobie połączyć te pytania, bo mam wrażenie, że dotykają tego samego tematu i w zasadzie odpowiedź na nie jest podobna i się zazębia. Podział na DO i „zawodowca” jest według mnie sztuczny i wymuszany przez tych drugich. Bo prawo w żaden sposób tego nie reguluje i nie rozróżnia. A ustawa o dostępie do informacji publicznej, daje takie samo prawo dostępu do informacji znanemu zawodowemu dziennikarzowi, co zwykłemu przykładowemu Kowalskiemu. Dlatego też „zawodowcy” nie są jakąś uprzywilejowaną grupą, do której przynależność daje jakieś specjalne prawa. Stąd też podział ten jest wyraźnie sztuczny. Rzecz jasna istnieje jeszcze różnica podejścia osób trzecich do DO. Coraz rzadziej, ale jednak się zdarza, że osoby trzecie uznają DO jako coś gorszego od zwykłego dziennikarstwa. Ale jest z tym coraz lepiej. Pamiętam, jak ponad dwa lata temu rozpoczynałem swoją przygodę z DO to zdarzały się sytuacje, w których osoby, z którymi rozmawiałem – nie tylko zwykli ludzie, ale i rzecznicy prasowi, pijarowcy – nie bardzo wiedzieli co z takim dziennikarzem obywatelskim zrobić. Czy udzielić informacji? Co to w ogóle jest? Jakim prawem itp. itd. Dzisiaj jest z tym zdecydowanie lepiej. Mam wrażenie, że jestem na równi traktowany z „zawodowcami”. Otrzymuje wszelkie informacje prasowe, wiadomości o konferencjach prasowych, spotkaniach, imprezach – to tylko pokazuje, że tak naprawdę różnicy nie ma, że podział jest sztuczny.

Jedyną różnicę widzę w sposobie pracy, w walce z czasem. DO nie ma presji, nie ma wyścigu z czasem, nie goni go deadline, nikt nie narzuca mu tematu. Jeśli coś wyda mu się nieciekawego, nudnego, nieinteresującego, nic i nikt nie zmusza go do tego, by zrobił z tego relację.

Czy DO nie jest zabieraniem pracy zawodowym dziennikarzom?

Nie. Nie można do tego podchodzić w taki sposób. W tym wypadku realizacja własnych pasji nie może być postrzegana jako działanie przeciwko komuś, szkodzenie mu, zabieranie pracy. Z własnego doświadczenia wiem, że DO jest dla dziennikarzy „zawodowych” znakomitym rozwiązaniem. Często zdarza się, że „zawodowiec” nie mając pomysłu na materiał, bądź nie chcąc się specjalnie wysilać zagląda co piszą dziennikarze obywatelscy i podkrada tematy, czasem robiąc to na granicy prawa. Bądź tą granicę przekraczając. Poza tym mam problem ze zdefiniowaniem pojęcia „zawodowy dziennikarz”. Bo kimże on jest? Czy to taki, co zarabia pieniądze na dziennikarstwie? Czy taki, który ma odpowiednie do tego wykształcenie? Bo niejednokrotnie zdarza się – szczególnie w mediach lokalnych i regionalnych – że owymi „zawodowymi” dziennikarzami to osoby przypadkowe, członkowie rodzin właściciela, czy dorabiający studenci, często mający dużo mniejszą wiedzę i kompetencje od DO. Nie można dziennikarzy obywatelskich traktować jako grupy, która jakoś nie fair podkrada miejsca pracy. Dobry dziennikarz zawsze się obroni i pracę znajdzie. Dobry dziennikarzy obywatelski również.

Wyobrażasz sobie współprace miedzy dziennikarzami zawodowymi a DO? Jak miałoby to wyglądać?

Wydaje mi się że „zawodowi” zawsze przekonani będą o swojej wyższości, wielkości i pewności siebie. I ich „współpraca” z DO będzie zawsze podkradaniem tematów, czyli pójściem na łatwiznę i w zasadzie pokazaniem, że tak naprawdę zawodowi to są, ale tylko w cudzysłowie.

Co chciałabyś zmienić w DO, a co nigdy nie powinno się zmienić?

Wiele tekstów w serwisach DO dotyczy spraw, o których można przeczytać w każdym portalu, gazecie czy obejrzeć w telewizji. Często są to wówczas wydarzenia, w których autor, dziennikarz obywatelski, nie uczestniczył. A cała jego wiedza w temacie pochodzi z przekazów innych mediów. I według mnie to jest złe. Nie powinno tak być. Teksty DO nie powinny być oderwane od rzeczywistości, realiów autora. Nie powinna to być twórczość naśladowcza, polegająca na kompilowaniu informacji dostępnych w innych mediach. DO powinien pisać o swoim mieście, regionie, o problemach, które go dotykają, o „swoim podwórku”. I to wg mnie najważniejsza sprawa do zmiany.

Czy dziennikarstwo obywatelskie ma niewykorzystany potencjał, można nazwać je fenomenem?

Niewykorzystany? Właśnie wydaje mi się, że ma wykorzystany potencjał. Gromadzi ludzi aktywnych, którzy coś robią, coś chcą wkoło siebie zmienić.

Osoba, która chciałaby spróbować swoich sił w dziennikarstwie i zaczyna od obywatelskiego powinna pokazywać się w wielu miejscach, czy być wierna jednemu wydawcy, koncernowi?

Wydaje mi się, że to zależy od celu jaki sobie dziennikarz stawia i od tego po co to robi. Jeśli ktoś liczy na zrobienie kariery dziennikarskiej, to według mnie powinien pisać wszędzie gdzie się da. Poszerzać krąg znajomości, nawiązywać nowe kontakty, próbować pokazać się jak najszerszej liczbie – nie czytelników, a potencjalnych pracodawców. Nie ma sensu przywiązywać się tylko do jednego serwisu. Tym bardziej, że pisanie do jednego serwisu nie jest żadnym zobowiązaniem wobec niego. Natomiast jeśli ktoś robi to z pasji i nie wiąże z tym zawodowych aspiracji, to wydaje mi się powinien szukać i znaleźć taki serwis, który najbardziej mu pasuje, odpowiada i w jego ramach się realizować. Taki, gdzie będzie czuł się najlepiej i gdzie polityka redakcji będzie mu najbardziej odpowiadać.

Jako wyróżniony Dziennikarz Obywatelski, podaj trzy rzeczy, nad którymi powinna się skupić osoba, która dopiero zaczyna przygodę z dziennikarstwem obywatelskim.

Praca, praca i jeszcze raz cierpliwość!

Przede wszystkim dużo pisać i być cierpliwym – tak dla ograniczeń technicznych, jak dla swoich rozmówców, informatorów, o redaktorach moderujących dany tekst nie wspominając.

W następnej części rozmowa z Andrzejem Pieczyrakiem

Fotografia: udostępniona przez Marka

Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Google Buzz
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Skomentowano 6 razy

  1. Przede wszystkim oficjalne gratulacje za zdobycie tytułu. Brawo, Marku!

    Teraz trochę krytyki :)
    Wyłapałem niekonsekwncję w Twoim podejściu do tematu relacji DO – „zawodowcy”. Z jednej strony mówisz, że obywatelskim powinno się płacić za teksty (z czym się nie zgadzam, bo przestają byc wówczas obywatelskimi), a chwilę później, że obywatelscy nie są konkurencją – w sensie, że nie zabierają pracy zawodowym. To się nie zgadza, trochę.
    Zabierają, a tym bardziej, jeżeli dostawać mają za to pieniądze.

  2. asen asen pisze:

    Podoba mi się twoja odpowiedź w 4 pytaniu od końca. Źle jest gdy: „cała jego wiedza w temacie pochodzi z przekazów innych mediów”.
    Obywatelski ma unikalną możliwość pisania o tym na czym się zna. Czy to jest region, miasto, własne problemy. A także szerzej swoje podwórko: czyli doświadczenie, np. własne podróże, poznani ludzie, ukończone szkoły, specyfika zawodowa, a nawet znajomość gier…

    Każdy z nas jest ekspertem w wielu dziedzinach, cześć z nich wynika z wykonywanego zawodu, część z hobby, część ze znajomości (to wszystko to nasze podwórko), i ono jest znacznie ciekawsze niż masa informacji, która dociera do nas przez media.

  3. Ewa Kowalska pisze:

    Przede wszystkim gratulacje dla Marka:) Marku, jak nikt zasługujesz na ten tytuł (pisałam gratulacje do Ciebie na GG, ale się nie odezwałeś:))
    - W kwestii pytania czy DO może napisać wszystko i nie liczyć się z konsekwencjami… Za odpowiedź posłużę się linkiem – http://miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35636,6417137,Hines_pozywa_dzielnicowy_portal_z_Wrzeszcza.html
    - A’propos finansów. Zgadzam się z opinią Marka „Pieniądze są potrzebne, choćby po to by się rozwijać. Kupno domeny, coraz większych serwerów, sprzętu – na to trzeba skądś wziąć finanse. To się tylko pięknie mówi, idea jest szczytna. Ale nie da się jej realizować długofalowo bez jakiejś komercjalizacji.” Nie zgadzam się natomiast, że teksty powinny być opłacane. DO to pasja, hobby. Czy za nasze hobby powinien ktoś płacić? Nie, nie , nie. A że przy okazji pisania, czytaj promowania się, z czasem okazuje się, że można osiągnąć jakieś inne, nazwijmy to korzyści, to zupełnie „inna inszość” . Ja już osiągnęłam „korzyść” dzięki pisaniu obywatelskiemu. Po wpisaniu w google hasła „stadion piłkarski w gdańsku” na pierwszej pozycji wyskakuje pamiętnik, który piszę. I jest to moja wielka radość i satysfakcja:) A skąd mam prawo wejścia na teren budowy? Właśnie dzięki DO, właśnie dzięki pasji i wytrwałości.
    - „Praca, praca i jeszcze raz cierpliwość!” – Tak, tak, tak:)

  4. Z tymi pieniędzmi to nie tak, moim zdaniem. Do każdej (no, do większości) działalności człowieka są potrzebne pieniądze. Jak ktoś jest kolarzem – amatorem – rekreacyjnym takim, to mu na rower potrzeba. A czy to znaczy, że ma jeździć z reklamami na koszulkach na wycieczki za miasto?

    Ktoś, kto lubi czytać, wydaje na książki – te pieniądze ma (albo nie ma) – zarabia je, pracując w swoim zawodzie. Nikt nie zastanawia się – no tak, ale przecież książki kosztują, hmmm, to skąd teraz pieniądze na nie wziąć?

    Przykładów można mnożyć w nieskończoność…

    Grupa ludzi ma wspólne zainteresowania, zbiera się, coś tworzy – a jak trzeba zapłacić (za rower, za książkę, za bilet, czy ZA SERWER), to szuka pieniędzy w swoich portfelach, a nie gdzieś obok. Dla mnie tak to wygląda.

  5. jaworznianin jaworznianin pisze:

    Szczerze Maćku nie widzę sprzeczności w swojej wypowiedzi. Może po prostu złych słów użyłem.

    Nie widzę nic złego w tym, że DO dostaje za swoje teksty pieniądze. Tzn. słowo „powinien dostawać” zastąpiłbym „może dostawać”.

    Z tą pasją i pieniędzmi na nią – oczywiście masz rację do pewnego stopnia. Każda potrzebuje środków na ich realizację, bez względu jaka to pasja jest. Ale nie widzę sprzeczności, problemu w tym, by środki na realizacje jakoś zdobyć z zewnątrz. Według mnie to takie połączenie przedsiębiorczości z zaradnością. Jeśli ktoś uwielbia jeździć na dwóch kółkach, to jeśli jest w stanie niech próbuje zdobyć środki na swoje hobby, niech załatwia sponsorów, jeździ w koszulce z logo firmy, która go wspomogła. Czy w tym jest coś złego? Czy pozyskując na swoją pasję pieniądze okazuje się, że to już nie jest pasja? Wydaje mi się że nie…

    Podobnie z serwisem DO. Jest grupka ludzi, która jest w stanie pozyskać skądś jakieś pieniądze na potrzeby serwisu -jego utrzymanie, działalność – czemu ma tego nie zrobić?

    Rzecz jasna istnieje problem ustalenia gdzie jest granica. Wydaje mi się, że tam, gdzie kończy się zainteresowanie, pasja, sposób na wykorzystanie i spożytkowanie wolnego czasu, a zaczyna się praca zarobkowa. Jeśli ktoś zaczyna z tego żyć i traktować to jako główne źródło dochodu to jest już problem.

    ———–

    Ewo – nic nie dostałem na gadu (dlatego nic nie odpisałem). Rzecz jasna dziękuję bardzo!:)

  6. Problemem, Marku, nie jest zaradność i przedsiębiorczość. Problemem jest – jak sam zauważasz – przekraczanie granic.
    Problemem jest to, że człowieka nie zatrzyma żadna magiczna siła, kiedy zobaczy, że nagle zaczyna z tego ( z DO) żyć. Zobaczy, że nie jest ważne to, jak opisze dany problem, ważne jest tylko to, że będzie pierwszy z newsem, że będzie miał 10 tysięcy odsłon. I w zamian za to, będzie mógł żyć. Będzie mógł kupić nowy samochód. A może nowy dom…

    Dostrzegamy – większość z nas dostrzega – upadek współczesnych mediów. Jednym z głównych powodów tego upadku (poza naciskami politycznymi) jest przekroczenie tych granic. Ci, którzy pracowali niegdyś po to, aby informować (jak najrzetelniej) społeczeństwo (i zarabiali na tym – bo cóż złego w zarabianiu), nagle spostrzegli (nawet nieświadomie), że nie warto informować – tak naprawdę. Warto być pierwszym i najbardziej krzykliwym. Kto jest ich w stanie zatrzymać? Kto jest nas w stanie zatrzymać?

Skomentuj