picturepunk
Krocząc po bulwarze, cz. 4
Jak się robi brukowiec? Siła słowa.
Myliłby się jednak ten, kto uważa, iż główną siłą brukowców są ilustracje – dramatyczne, ostre, odważne lub nawet wulgarne zdjęcia. Nie! Wprawdzie bez fotografii, obrazkowa formuła bulwaru byłaby ułomna, a wręcz nierealna, jednak główną siłą prasy brukowej są słowa. Zdecydowanie!
Jeśli pamiętacie pierwszy rozdział, to z pewnością wiecie, że teksty w bulwarówce miały być zgodne z pewnymi kryteriami. Zgodnie z tymi kryteriami czytelnik otrzymywał tekst składający się z dwóch elementów: fabuły oraz emocji. Co Wam to przypomina? Jeśli skojarzycie, że fotografia prasowa składa się na ogół z tych właśnie elementów, to będzie to skojarzenie ze wszech miar prawidłowe. Zatem tekst w bulwarówce musiał przypominać historyjkę obrazkową. Dlaczego? Bo taki jest adresat tego typu gazet. Lubi obrazki, przyzwyczajony jest do telewizji, bo łatwiej oglądać niż czytać, zatem by przeczytał cokolwiek musi to być treść łatwo przez niego przyswajalna.
A emocje? No właśnie… zauważyliście (zakładam, że mimo wszystko każdy z Was miał kiedykolwiek przed oczyma ten czy inny brukowiec), że teksty w brukowcach opisują zdarzenia dramatyczne, poruszające, wstrząsające, irytujące, wzruszające, radosne, ponure – jednym zdaniem zawsze odwołują się do jakichś emocji. Dlaczego? Ano dlatego, że tego oczekuje czytelnik. Ludzie chcą tych emocji, bo często są one dla nich czynnikiem terapeutycznym. Dzięki tym tekstom ludzie, najczęściej gorzej sytuowani, a równie często nie posiadający zdolności odreagowania trudów życia w sposób bardziej wyszukany i intelektualnie zaangażowany, mogą znaleźć słynnych „ONYCH”, którzy od zawsze są przyczyną nieszczęść wszelakich. No bo kto inny, jak nie „ONI” psują wszystko, co da się zepsuć i uprzykrzają nam życie? Winni są politycy, urzędnicy, lekarze, budowlańcy itp. itd. każdy, kto ma jakikolwiek wpływ na otaczającą nas rzeczywistość może być uznany winnym. Winni są też zawsze przestępcy, mordercy, bandziory, oszuści i złodzieje. Oni są celem złych emocji, czytelnik brukowca może napluć takiemu w twarz (plując na zdjęcie, albo jedynie w swojej wyobraźni) i poczuć się lepiej.
Ale są i źródła pozytywnych emocji: „Agata Rubik (23 l.) jest w siódmym miesiącu ciąży i wygląda doskonale. Była modelka, nie ukrywając swojego dużego brzuszka, pojawiła się z mężem Piotrem Rubikiem (41 l.) na jednym ze stołecznych salonów.” Czyż to nie wzruszające? Tak, bo bulwarówka ma nie tylko wkurzać, ale i dawać wytchnienie, a często też poczucie uczestnictwa (choćby na odległość) w życiu tych, których podziwiamy, uwielbiamy i którym się w życiu udało. Zresztą, kto nie lubi plotek? Brukowce o tym wiedzą i dostarczają ich czytelnikom każdego dnia: „Rihanna wciąż wierzy, że jej związek z Chrisem Brownem można naprawić. Po skandalu z pobiciem wszystko wróciło do normy. Artystka znowu zamieszkała z Chrisem i twierdzi, że jest w stanie uratować ten związek, a nawet… pomóc Brownowi stać się lepszym człowiekiem. I odbudować jego publiczny wizerunek.”
I jest jeszcze coś. Dla wielu ludzi brukowiec jest często ostatnią deską ratunku. To właśnie dziennikarze brukowców biorą się za tematy ignorowane przez „poważne tytuły”. Pamiętam, że w latach 90. Superak opisał aferę z jakimiś implantami kręgosłupa, które przyczyniały się raczej do rujnowania ludziom zdrowia, niż do jego poprawy. Tego tematu wcześniej nie chciała się podjąć „Gazeta Wyborcza”, bo wydawało się, że starzy, chorzy ludzie, którzy ją zgłaszali nie są wiarygodni. Takich przykładów można mnożyć tysiące. Brukowce zawsze stają po stronie biednych i opuszczonych. To przecież ich czytelnicy, no a poza tym, jakie emocje…
Ale emocjami trzeba manipulować umiejętnie. Tak, żeby nie przesadzić ani w tę, ani w inną stronę. Stąd zarówno „Fakt”, jak i Superak stosują zasadę „mixa” – na każdej stronie wydarzeniowej (nie tematycznej) musi być mniej więcej tyle samo kryminałów, miłości, głupich urzędników i bohaterskich obywateli. Można tę zasadę stosować także w konfiguracji dwóch sąsiadujących ze sobą stron oraz całego wydania gazety.
Tego być może nie widać na pierwszy rzut oka, ale formy tabloidowe są dość krótkie. Teksty mają na ogół od 1000 do 1800 znaków. Kawałki na 3000 tysiące literek to prawdziwe epopeje. W tak krótkiej formie trzeba zawrzeć to, o co autorowi lub redaktorom chodzi. A to zmusza do pisania barwnego, ale skrótowego. No i żaden tabloidowy tekst nie pochylał się nad więcej niż jednym wątkiem danego zagadnienia. Wielowątkowość to wróg bulwaru. Autorzy brukowi są zdania, że czytelnicy mogą się w gąszczu wątków pogubić, no a poza tym wśród kilku wątków może zgubić się główna teza tekstu. Że teksty brukowe zawsze pisane są pod jakąś tezę wspomnę jeszcze niebawem. Teraz, żeby nie zapętlać – jeden tekst, jeden wątek, a rację ma tylko jedna strona. Zero niuansów. Czerń i biel.
A teraz jeszcze słów kilka o słowach właśnie, czyli o specyficznym języku gazet brukowych. „Myśl o tym, że jego ukochana oddaje się co noc obcym mężczyznom, zamieniła Rafała G. (26 l.) z Łodzi w dzikiego mordercę. Z zimną krwią udusił swoją Agnieszkę (19 l.) kijem od szczotki.” Rozkoszne prawda? Ale to bardzo „lajtowy” tekścik jak na „Fakt”. Można w tej gazecie poczytać m. in. o: dzikich bestiach, zwyrodnialcach, idiotach, chamach głupich urzędasach, krwawych jatkach, bucach. „Daniel Ż. (14 l.) i Michał H. (15 l.) są już kompletnie zwyrodniali. Najpierw pobili mężczyznę deskorolką dla pieniędzy, potem napadli na starszego pana, który szedł na zakupy na bazarek!” – donosi „Super Express”! Chyba nie dziwi was ten styl i dość szorstki język? To może nie jest styl Homera czy Mickiewicza, ale takim językiem komunikują się miedzy sobą czytelnicy brukowców. Jak mawiał mój kolega z „Faktu” – „to nie jest panel dyskusyjny, tylko gazeta” No i ma chłop rację! W końcu brukowce mają być fragmentem rzeczywistości prostych mas. Nie chcą pouczać, nauczać – chcą po prostu być swojskie.
Jest jeszcze pewien szczegół… każdy bohater opisywany przez brukowiec, niezależnie od pozycji zawodowej czy statusu społecznego, ma obok nazwiska nawiasiki z wpisanym wiekiem. To intrygujące prawda? Ale każdy lubi wiedzieć o innych jak najwięcej, także i to, czego oni nie chcą ujawniać. A wiek jest przecież kojarzony z czymś zdecydowanie prywatnym. Kiedy czytamy o kimś i wiemy na dodatek, ile ma lat, to jakbyśmy wiedzieli o nim już niemal wszystko. I o to chodzi!
cdn.
Pierwsza część tekstu: Krocząc po bulwarze
Druga część tekstu: Krocząc po bulwarze, cz. 2
Trzecia część tekstu: Krocząc po bulwarze, cz. 3
Piąta część tekstu: Krocząc po bulwarze, cz. 5
Fotografia: morning news 2, autorstwa lusi, opublikowana w serwisie stock.xchang

Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 2.5 Polska.





Brukowce bazują na najprimitiwniejszych instynktach człowieka, stąd ich tematyka i styl wypowiedzi, język. Tekst ma szokować, wywoływać emocje, oburzać, wzbudzać dyskusję, bulwersować itp.
Prawda. I jeszcze coś – dobry tytuł. Też koniecznie oddziałujący na emocje. A czytelnik jest nasz.
Najprymitywniejszy instynkt człowieka to np. humanitaryzm. Czy brukowce nad tym się pochylają?
A w ogóle to instynkty są z natury prymitywne. Albo inaczej: pierwotne. To jest istota instynktu. Uczucia mogą być wysublimowane. Instynkt nie równa się emocjom. Gdyby rzeczywiście brukowce bazowały na instynktach, wpływały na to, że ludzie by się wzjamenie mordowali lub spółkowali publicznie, a nie zbiorowo potępiali zbrodniarzy i „zwyrodnialców”
Zgoda. Ale mi chodzi o to, że ludzie czytają coś , co jest emocjonujące, bulwersujące, sensacyjne, poruszające.
ok, mówicie o czymś, co wszyscy doskonale wiedzą. a czy w tych moich tekstach są jakieś dla was nowe informacje? kolejna część w przyszłym tygodniu.
Są. Dla mnie są. Najlepszy – dla mnie – odcinek trzeci o fotach. O kupowaniu, wyłudzaniu… No i początek cyklu. Generalnie to same nowości – nie miałem nigdy możliwości czytania o brukoacach informacji z wewnątrz. Rewelacja!
Ja też 3 cz. czytałem z największym zainteresowaniem. Ale jako całość cykl przyciąga mocno uwagę i jest dla mnie nowością. Świetna sprawa!