Damar
Jego tragedia osobista nie złamała – oto dowód
W 21. urodziny Mariusz Rokicki z Potworowa skoczył do wody i uległ wypadkowi, został sparaliżowany i od 10 lat jest przykuty do łóżka. Kosztowna rehabilitacja nie pozwoliła mu wrócić do domu, dlatego zamieszkał w Domu Pomocy Społecznej Weterana Walki i Pracy w Radomiu. Nie załamał się jednak i nie poddał, napisał za to niezwykłą książkę, „Życie po skoku”, w której przestrzega przed brawurą i bezmyślnością oraz opowiada o swoim życiu po wypadku. O swojej walce, pasji pisania i nadziei. Książka „Życie po Skoku” ukaże się 23 kwietnia.
Swoje ostatnie chwile przed skokiem Mariusz Rokicki zapamiętał tak: „W pośpiechu rozebrałem się, wziąłem rozbieg. Przez chwilę jeszcze widziałem i słyszałem kolegę, który coś krzyczał. Próbował mnie zatrzymać ale mu się nie udało”. Skok do płytkiej wody zakończył się dla niego nieszczęśliwie, a jego skutkiem było złamanie kręgosłupa z uszkodzeniem rdzenia kręgowego na wysokości C4 – C5.
Mariusz wspomina: „Otwieram oczy i widzę bezwładnie zwisające ręce. Dlaczego nie potrafię nimi poruszać? Potworne przerażenie. Nie mogę krzyczeć na głos, więc krzyczę w myślach: Ratunku, nie mogę się ruszyć!”
Dla Mariusza nieszczęśliwy wypadek stał się wyrokiem – został on prawie całkowicie sparaliżowany, musiał oddychać przy pomocy rurki, wiele miesięcy spędził w łóżku. Zmienił także miejsce zamieszkania, z rodzinnego Potworowa przeniósł się do Domu Pomocy Społecznej Weterana Walki i Pracy w Radomiu, bo rodziców nie było stać na kosztowną rehabilitację, a poza tym w domu nie było na to warunków. To tutaj powstało „Życie po skoku”, książka, którą Rokicki wystukał kciukiem na klawiaturze komputera.
„Po wypadku, wyjaśnia Mariusz, kiedy już doszedłem do siebie, nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Niemal panicznie szukałem pomysłu na siebie. Bardzo mną wstrząsały informacje słyszane w TV o wakacyjnych, przykrych statystykach skoków do wody. Zastanawiałem się jak temu zapobiec, co mogę zrobić? I tak narodził się pomysł napisania książki. Znalazłem spełnienie w tym co robię. Z wielkim zaangażowaniem zacząłem pisać „Życie po skoku”.
W swoim dziele Mariusz nie tylko przestrzega przed skokami do wody, ale i stara się zwrócić na istniejący od dawna problem nieetycznych zachowań lekarzy. „Mama płakała i płaciła ordynatorowi”, żali się chłopak w swojej książce. Jego zdaniem „to, co robił ordynator, można nazwać tylko szantażem: jeśli nie dostał co tydzień koperty z odpowiednią zawartością, straszył rodziców, że mnie wypisze i będą się sami musieli martwić, co dalej. Mama płakała i płaciła”.
O lekarzach, którzy go leczyli młody pisarz ma zróżnicowane zdanie, ponieważ wśród nich byli ci dobrzy, którzy pomagali, jak i ci źli, którzy nie zachowywali się fair wobec pacjentów. „Miałem do czynienia, stwierdza Mariusz, z lekarzami wspaniałymi i oddanymi swojej sztuce, podchodzącymi z troską do pacjenta, ale i z takimi, dla których przysięga Hipokratesa niewiele znaczy. Jak to zmienić, trudno powiedzieć, to zależy od człowieka, a dorosłego lekarza z napisem „wyrocznia” na czole – chyba nie da się zmienić. Niestety, tacy lekarze trafiają się wszędzie i pozostaje tylko mieć nadzieję, że kiedyś to się zmieni.”
Książka „Życie po skoku” to, zdaniem jej autora, literacka przestroga, ponieważ stara się on poprzez szczere i wstrząsające wyznania dotrzeć do każdego, kto przeczyta książkę i uświadomić, jakie konsekwencje niesie za sobą brawura i nieprzemyślane decyzje.
„Po drugie, stwierdza Mariusz, to nauka życia, pokory i danie nadziei tym którzy przekreślili swoje życie, poddali się. Chcę im pokazać, że w każdym człowieku jest ukryta, uśpiona siła, która czeka na impuls, by wyrwać się z żelaznych krat bezradności i ruszyć do przodu, do życia wbrew wszystkiemu. Na efekty nie czeka się wtedy długo, opada mroczna mgła i wychodzi słońce. Chcę, żeby książka była tym impulsem, który otworzy przed nimi szerokie drzwi do życia.”
Mariusz pisał książkę przez rok. I nie odbyło się to be żadnych problemów. Jego zdaniem „Największe trudności to pisanie za pomocą klawiatury ekranowej, każdą literkę wystukiwałem kciukiem lewej ręki. Drugą trudnością było i jest zdrowie, które czasem wyłączało mnie z pisania na wiele dni a nawet tygodni. Nawracające infekcje dróg moczowych paraliżowały mój zapał, ale nie powstrzymały mojej determinacji.”
Zdaniem Artura Wiśniewskiego z wydawnictwa Znak, do którego trafił egzemplarz książki Mariusza „Między jedną a drugą koszmarną powieścią nagle okazało się, że mamy prawdziwą historię. Autentyczną, poruszającą i napisaną przez zwykłego człowieka. Mamy mnóstwo opowieści o tym, jak znany aktor, aktorka, przy wsparciu przyjaciół, pokonuje własne słabości. Tutaj dostaliśmy historię prawdziwego człowieka, który wbrew przeciwnościom losu nie traci nadziei i próbuje sobie radzić z życiem.”
Według Justyny Stańczuk ze Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji „To ważna książka, poruszająca problem, o którym mówimy od dawna. Stowarzyszenie 9 lat temu rozpoczęło kampanię ” Płytka wyobraźnia to kalectwo”.
„To akcja skierowana głównie do szkół stwierdza Stańczuk, chcieliśmy przestrzec młodych ludzi przed brawurą, która może okazać się tragiczna w skutkach”. Jej zdaniem „W Polsce ciągle nie ma spójnego systemu, z którego moglibyśmy się dowiedzieć, ile było tego typu wypadków. Nikt w skali kraju takich informacji nie zbiera.”
W 2008 roku Integracja stworzyła Fundusz Pierwszy Krok, wspierający osoby, które doznały urazu kręgosłupa w wyniku skoku do wody lub wypadku drogowego. Na jednorazową pomoc finansową w wysokości 4,5 tysiąca złotych mogą liczyć osoby z województwa małopolskiego, pomorskiego, lubuskiego i mazowieckiego. O pieniądze z funduszu mogą się starać niepełnosprawni, którzy doznali urazu nie później niż 10 lat temu. Mariusz już nie.
Po napisaniu książki życie Mariusza się zmieniło, ponieważ – jak sam mówi „Jest bardziej poukładane, mam kontrolę nad wszystkim. Nie popadam tak często w huśtawki nastrojów. Trzeźwe myślenie i doświadczenie przeżytych lat ukształtowały mnie i przygotowały na wszystko. Nie ma dla mnie sytuacji bez wyjścia, choć czasem ogarniają mnie wątpliwości, z których jednak szybko wyciągam wnioski i pruję dalej do przodu.”
„Może to wydawać się brutalne, stwierdza Mariusz, ale trzeba na to spojrzeć inaczej – wydawało mi się, że po skoku skończył się mój świat. W rzeczywistości był to początek nowego”. Pomimo tragedii, Mariusz jest szczęśliwy w każdej chwili, kiedy go nic nie boli… „To są momenty, które muszę wykorzystać maksymalnie. To są dni, za które trzeba po prostu dziękować Bogu.” Mariusz wie co mówi, ponieważ zmaga się z uciążliwymi nerwobólami klatki piersiowej, trudnymi w leczeniu, które nie pozwalają mu spać i wyczerpują go.
Mariuszowi pomogli kibice Wisły Kraków, której jest fanem, bowiem to oni zorganizowali zbiórkę pieniędzy po jednym z meczów. Pomogli mu także studenci, między innymi w przygotowaniu własnej strony internetowej www.mariuszrokicki.pl . On także chce pomagać. Stąd jego książka oraz pomysł, by osobom takim jak on zapewnić dostęp do internetu. „To dzięki niemu, stwierdza Mariusz, Życie po skoku ujrzy świat, to dzięki internetowi poznałem wspaniałych przyjaciół, którzy mi pomagają. Dostęp do sieci, to klucz do wyjścia z cienia.”
Po napisaniu „Życia po skoku” Mariusz nie zamierza spocząć na laurach. W przyszłości chce dalej pisać książki i wiersze. „Obecnie piszę dużo tekstów piosenek, kocham to robić, pisanie to sens mojego życia.”
„Życie po skoku” to książka niezwykła, godna uwagi – autor opisuje w niej walkę nie tylko ze sobą i z własnym kalectwem, ale także z bezdusznością lekarzy. To także próba uświadomienia tych, którzy chcieliby skakać do wody, żeby tego nie robili, ponieważ może się to skończyć dla nich tragicznie.
Przykład Mariusza pokazuje, że pomimo tragedii, można dalej żyć i – co najważniejsze – pokazać innym, że niepełnosprawność to tylko stan, a nie wyrok, czy nieszczęście i że można ją pokonywać poprzez znalezienie w życiu pasji, którą się kocha i szukanie tego, co nadaje naszemu życiu głębszy wymiar.
Źródło: gazeta.pl




