picturepunk

Krocząc po bulwarze

Wstęp

W chwili, kiedy piszę te słowa, media podają elektryzującą informację o tym, że ośmiokrotny medalista olimpijski, amerykański pływak Michael Phelps, przyznał się do palenia marihuany. Bożyszcze milionów nigdy by takiego wyznania nie poczyniło, gdyby nie zdjęcie, jakie ukazało się na łamach brytyjskiego brukowca „News of the World”. Na fotografii widać, jak znany sportowiec przypala trawkę w szklanej fajce. Zanim doszło do publikacji, agenci Phelpsa próbowali targować się z redakcją oferując za milczenie i zniszczenie fotki trzyletni kontrakt z pływakiem w roli gazetowego felietonisty. Z targów nic nie wyszło, za to na jaw wyszła prawda. A wszystko za sprawą bulwarówki. Brytyjska prasa brukowa ma długą i bogatą tradycję.

W Polsce dokonania prasy kolorowej mają krótsze dzieje, ale z całą pewnością pod względem skali zasięgu i aktywności, nasze rodzime brukowce mogą z powodzeniem konkurować na medialnej arenie międzynarodowej. Przez wielu pogardzana, przez równie wielu uwielbiana, prasa brukowa w kraju nad Wisłą ma się doskonale, a z jej pomysłu na pozyskanie odbiorców starają się korzystać także i te media, które nieustająco chcą uchodzić za opiniotwórcze.

450px-finnish_tabloid_sized_newspapersNiniejszy tekst nie jest próbą chronologicznego opisania historii prasy bulwarowej w Polsce, ani też obliczonym na sensację reportażem zza redakcyjnych kulis, odkrywającym bezmiar manipulacji i arogancji tabloidów. Nie jest to także drobiazgowa analiza genezy i przyczyn nieustającej popularności brukowców w naszym kraju. Nie znajdziecie tu prasoznawczych dywagacji, a jeśli są, to ostrzegam – to zupełna amatorszczyzna z mojej strony. No, może z amatorszczyzną nieco przesadziłem, w końcu w „Super Expressie” przepracowałem kilka ładnych lat, a na łamach „Faktu” również miałem okazję zagościć, zatem jakieś pojęcie o opisywanej materii mam. Jednak to pojęcie czysto praktyczne, oparte na doświadczeniu zdobytym w ciężkim boju, a nie za biurkami sztabów generalnych. Ale może właśnie dlatego, że każde napisane tu zdanie jest oparte na owym praktycznym doświadczeniu, warto przeczytać ten tekst.

Jestem pewien, że dla większości z Was prasa brukowa to wytwór szatana. Najpewniej po tej lekturze tylko utwierdzicie się w swoich przekonaniach. Ci zaś, którzy lubią czasem skalać swoje ręce i umysły lekturą „Faktu”, „Superaka”, czy gazet kolorowych, odkryją, że nie robią nic złego. Przynajmniej nic, za co można iść do Piekła. Szczerze powiedziawszy, dalsza lektura zapewni Czytelnikom zarówno garść  informacji o bulwarowej kuchni, jak i próbkę usystematyzowania dziejów bulwaru na naszej ziemi. Postaram się też odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tego typu media mają tak liczne grono wielbicieli. Przy okazji uraczę szanownych odbiorców niejedną smakowitą opowiastką, jakiej nie powstydziłby się żaden brukowiec, choć z pewnością każdy brukowiec wolałby, aby jego redakcyjne tajemnice nie stały się tematem publicznych plotek.

Zapraszam zatem do lektury.

Skąd się wziął Super Express?

„Super Express nie jest, nie był i nie ma być „Gazetą Wyborczą” – ta krótka i treściwa definicja doskonale oddaje ogólny zarys tego, jaką gazetą była pierwsza polska bulwarówka w chwili powstawania w roku 1991. Przy czym tak naprawdę, ani to pierwsza polska bulwarówka, ani też bulwarówka w czystej postaci. Z drugiej zaś strony, cytowane słowa idealnie obrazują stan ówczesnej polskiej rzeczywistości medialnej, w której „rząd dusz” trzymała niepodzielnie „Gazeta Wyborcza”. Autorem owych słów jest Grzegorz Lindenberg, twórca i pierwszy redaktor naczelny „Superaka”. Ciekawe, że Lindenberg, z wykształcenia socjolog i dziennikarz z pasji, był także jednym z twórców „Wyborczej”.

Kiedy w 1997 roku trafiłem do gdańskiej redakcji „Super Expressu”, rządy Larrego, jak powszechnie nazywano Lindenberga, były już tylko wspomnieniem, ale młodzi adepci sztuki bulwaru wciąż wychowywani byli na lekturze jego „Testamentu”. To kultowy, sześciostronicowy tekst napisany w 1994 roku, w którym odchodzący z gazety Lindenberg przekazał całą swoją wiedzę o tym, jak powinien funkcjonować „Superak” i o tym, jaką gazetę starał się przez lata swoich rządów stworzyć. Wprawdzie „Testament” przeznaczony był do użytku wewnętrznego, ale nie mógłbym pisać o pradziejach tej gazety nie cytując z niego choćby fragmentów.

„>>Super Express<< przeznaczony jest dla tzw. zwykłego człowieka. Zwykły człowiek w Polsce charakteryzuje się brakiem wyższego wykształcenia (94 % dorosłych obywateli nie śpiewało Gaudeamus) i niewielkim zainteresowaniem życiem politycznym. Większość naszych rodaków nie ma nawet wykształcenia średniego.

Żeby sprawa była trudniejsza nie ma, niestety, przeciętnego czytelnika. Robimy gazetę dla młodych i starych, kobiet i mężczyzn, robotników i gospodyń domowych. To, co ich łączy, to poziom wykształcenia, a więc i możliwości percepcji tekstów. Oznacza to, że rozumienie słów obcego pochodzenia, rozumienie bardziej wyrafinowanych figur stylistycznych itd., jest mniejsze, niż spodziewają się dziennikarze.”

Powyższy fragment, recenzujący stan posiadania naszego społeczeństwa u progu lat 90. jest zatrważający, ale wiernie oddaje statystykę. „Super Express” był gazetą stworzoną właśnie dla takiego czytelnika – niedokształconego, nieskomplikowanego i pozbawionego zapędów intelektualnych. Ale gazeta to biznes, to towar. Skoro większość narodu była taka, jak opisywały ją dane statystyczne, to trzeba było dać jej taki towar, jakiego oczekuje. A skoro ona go kupi i uzna za swój, to biznes z pewnością będzie się kręcił. Stąd pomysł na bulwarówkę w polskim wydaniu. Jedyny problem stanowili… dziennikarze. Nigdy przedtem, nikt w Polsce nie robił gazety, jaką był „Superak”. Wprawdzie pierwszy jej skład stanowili w większości reporterzy „Ekspressu Wieczornego”, popołudniówki tematycznie wiążącej się ze stylistyką brukowca, jednak nawet oni musieli uczyć się swojego rzemiosła niemal od podstaw. (O tym, na ile przydaje się dziennikarskie doświadczenie zdobyte w innych gazetach, dziennikarzowi, który trafia do brukowca, piszę w dalszej części).

„Nawet krótkie teksy powinny przypominać reportaż. To znaczy nie tylko mówić o tym, co się wydarzyło, ale dawać czytelnikowi obraz sytuacji jak wyglądali bohaterowie (przystojny blondyn po osiemdziesiątce, o wyłupiastych przekrwionych oczach, Zenon K. pseudonim >>Przygłup<<… Nowy komendant policji, Zenobiusz Patafian opalony, muskularny, o rozbrajającym uśmiechu opowiadał nam…) jak się zachowują (unikając mojego spojrzenia… podniósł głowę i powiedział… jedną ręką trzymał reporterkę za kark, druga manipulował niedwuznacznie przy… jak wygląda miejsce, o którym pisze itd. Barwnie, mięsiście. Precz z nijakimi, często sprawozdawczymi tekstami w stylu agencji prasowej!”(…)

„Piszemy koncentrując się na ludziach(…) Piszemy prosto, najprościej jak się da.”

Trzeba przyznać, że wbrew pozorom zadanie to niełatwe.

Kolejna nowość odróżniająca „Super Express” od reszty gazet to fakt, że na znaczeniu zyskiwały ilustracje i duże, krzykliwe tytuły. W tamtych zamierzchłych czasach nie było to jeszcze tak widoczne, jak obecnie, ale i tak każdy większy tekst musiał być dobrze zilustrowany. Bez ilustracji nawet najlepszy temat mógł trafić do kosza. Nic więc dziwnego, że gazeta błyskawicznie została okrzyknięta pierwszym polskim brukowcem. Chyba trochę na wyrost. Nieco dalej bowiem udowodnię, że z prawdziwym brukowcem ówczesny „Superak” miał tylko trochę wspólnego i bliżej mu było do zanikającej już wówczas tradycji prasy popołudniowej.

cdn.

Druga część tekstu: Krocząc po bulwarze, cz. 2

Trzecia część tekstu: Krocząc po bulwarze, cz. 3

Czwarta część tekstu: Krocząc po bulwarze, cz. 4

Piąta część tekstu: Krocząc po bulwarze, cz. 5

Fotografia: Finnish tabloid sized newspapers, autor: cote, licencja: CC-BY, źródło: Wikimedia Commons

Creative Commons License
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 2.5 Polska.

Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • Google Buzz
  • MySpace
  • Twitter
  • Wykop
  • Śledzik

Skomentowano 12 razy

  1. asen pisze:

    Czyli tak wyglądały pierwsze śmiałe kroki tabloidów, które dzisiaj zdominowały rynek? Dziennikarzu obniż loty, zrównaj z peletonem. Jedyną misją jaką masz do spełnienia to wzrost zysków wydawcy. Dzisiaj zazdrość zżera tzw. opiniotwórczą prasę gdy widzi te nakłady i zyski.

  2. picturepunk pisze:

    No cóż, jak to mówią, to był odzew na zapotrzebowanie ludu. I rzeczywiście, wielu z tych, którzy nigdy w życiu nie czytali żadnej gazety, teraz zaczęli czytać Superaka regularnie. Swoista rola edukacyjna :)

  3. annamotreanu annamotreanu pisze:

    Cykl zapowiada się świetnie.

    Czekam na cd.

  4. Marek Bonarski pisze:

    zaciekawiłeś mnie, czekam na ciąg dalszy

  5. picturepunk pisze:

    ciąg dalszy tuż tuż :)

  6. ruler pisze:

    No tak, czyli to jest ta macdonaldyzacja dziennikarstwa, masakryczne jest to, że te wszystkie tygodniki opiniotwórcze idą też za nakładem obniżając poprzeczkę do poziomu takich ścierw typu SE czy Fakt. Zaskoczyło mnie to że to coś wydaje wydawca „arcydzieła” pt. Gazeta Wyborcza, ale teraz jestem już światlejszy – dzięki.

  7. Dla mnie to jeszcze większą rewelacją są – opisane w trzeciej części: http://www.do.org.pl/kroczac-po-bulwarze-cz-3/ sposoby pozyskiwania fotek – i to nie tylko do brukowców.

  8. picturepunk pisze:

    nie nie :) „Agora”" nie była i nie jest wydawcą Superaka. Lindenberg po prostu najpierw pracował tu, a potem tu.

  9. Ossad ossad pisze:

    to tylko GW jest coraz bliżej bruku

  10. picturepunk pisze:

    to akurat prawda niestety

  11. Damar Damar pisze:

    Także trzymajmy się, bo tabloidy nadchodzą. Tylko co za dużo, to nie zdrowo. I nie jestem pewny czy zmieści się na rynku kolejna taka gazeta. Czy będzie miała zbyt, skoro jest Fakt i SE?

  12. picturepunk pisze:

    nie będzie kolejnej „takiej” gazety. rzeczywistość (nie tylko medialna) będzie „taka”. to już się staje.

Skomentuj